Padam na ryj. Miał być taki spokojny dzień, a wyszło jak zawsze.
Na początek pobudka, a gdy piłem kawę zostałem zaskoczony smsem z serwisu, że Czarnuch jest do odbioru - mój patent z kupnem koła na Centerlock oraz przejściówki na sześć śrub się sprawdził. O dziwo :) W sumie nie wyszło źle - za wszystko (komplet kół, z czego na razie założyłem jedno, przejściówka oraz serwis) zapłaciłem niecałe 350 zeta. Jak się sprzęt sprawdzi - się okaże. Cudów się nie spodziewam, ale zakładam, że gorzej niż z tym montowanym przez Krossa być nie może.
Powrót do domu, wysikanie psa i w drogę. Już byłem na styku czasowym. Wciąż wiało masakrycznie, więc jazda spokojna, na polnej trasie (w skrócie): Poznań - Luboń - Komorniki - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Plewiska - Poznań. No i co się mogło wydarzyć gdy się spieszyłem? No oczywiście - pana. Mam swoją teorię, że z winy debilnej śmieszki w Chomęcicach, której nie da się ominąć - jest ona co prawda z asfaltu, ale projektował ją jakiś kretyn - nie tylko ma jakieś mini krawężniki, ale i momenty z kostki, i to brukowej. No i właśnie na jej szczycie, na części chodnikowej, spędziłem upojne kilka minut z gumami w łapach. Z wywieszonym jęzorem wróciłem do domu, tam info, że dziś mamy wizytację z centrali, więc tylko szybkie ogarnięcie się i meldunek na styk w robocie. Przez to nie miałem kiedy odwiedzić kota - udało się to dopiero grubo po południu, a połączyłem tę misję z pewną pracową - główka pracuje :)
Uff. Masakra. Plus tylko taki, że weszło przy okazji więcej kilometrów. I przetestowałem Czarnucha - śmiga zacnie. Mimo pośpiechu wpadły jakieś zwierzaki. W Lisówkach niewyraźny błotniak zbożowy na... zbożu... ...a w Trzcielinie kózki. Uff. Mam dość tego dnia :)
Komentarze (17)
Nie mylmy pojęć. Czasem nawet ładny kolor może być w złych rękach :)
Lapec - nawet bym nie podejrzewał, że ktokolwiek z budżetówki wykorzystywałby czas opłacany z pieniędzy podatników na prywatę... No dobra, było się na stażu w urzędzie, się wie :)
Meteor/Lapec - też nigdy nie zbierałem jagódek w rękawiczkach, ale za to takowe (rękawiczki) niebieskie do serwisu idealnie się nadają. Czemu? Bo mają fajny kolor :)
Meteor - no więc wiesz, o czym mowa :) Drapieżnik na kołach - faktycznie :)
Meteor - a wiesz, że może i tak być? Cholera, dał mi tylko kilka sekund na reakcję, nawet zooma nie zdążyłem zrobić i już go nie było. Ciężko stwierdzić, bo barwy typowo błotniakowe. Parówki mają swoje plusy - ja tam panę przerabiam raz na pół roku, za to w najmniej odpowiednim momencie :)
Evita - dzięki, póki co jest spoko. Kózki też dziękują. Chyba :)
Mi ten błoniak wygląda na jaśniejszego myszołowa..Myszaki w okresie żniw polują czesto z bali.. Pech z paną, no ale taki urok jeżdżenia na parówkach które pancernych opon nie posiadają.
Błotniak też na dwóch kółkach... ja też nie wiem w co ręce (i nogi) włożyć - sezon grzybowy zaczął się na dobre, temperatura wreszcie taka że usiedzieć w domu nie da rady, a jak usiądę na chwilę, to zaraz Kluska mi wskakuje na głowę ;-)
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"