Trafił się wolny wtorek. I co? Wiatr, który urywał łeb oraz przelotne opady. Nie mogło być inaczej :)
Przede wszystkim znów się wyspałem. Normalnie w głowie mi się ostatnio przewraca. Ale spokojnie, teraz przede mną kilka dni wczesnego wstawania, zemsta będzie słodka.
Przed wyjazdem podleciałem po koło. Pan serwisant ponownie wycentrował i założył nowy nypel, do tego za korektę nie wziął kasy. Miło. A po testach póki co jest ok - na razie szyprycha nie wypadła, zobaczymy jak będzie dalej. Ale nie ma co ukrywać, nowy zestaw by mi się przydał.
No i sam wypad. Mordęga jednym słowem. Na polach porywy zrobiły ze mnie miazgę, więc nie walczyłem i nie kombinowałem, tylko wykonałem prostą trasę: Poznań - Plewiska - Gołuski - Palędzie - Dopiewiec - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań.
Jeden plus: nie było upału :) A wspomniany wiatr, gdy raz pomógł, dał radę - 66 km/h na Głogowskiej (na terenie niezabudowanym) o czymś świadczy.
No i w sumie całkiem klimatyczne chmury straszyły na niebie, kilka razy puszczając podniebny zwieracz. Ze zwierzaków jedynie samotny błotniak, do tego daleko i od tyłu. Szkoda. Tyle na dziś.
Komentarze (14)
Też mi się podoba ten fałmaks, zapomniałem o nim :)
;)) sen, a właściwie jego brak zaprząta głowę temu, kto sypia mało. A ja od ponad 20 lat mam problemy ze snem, co mnie maltretuje mocno. Ale poczekam, niech się wieko trumny czy nakrętka dokręci... ;)
Huann - dzięki. Też wtedy byłem bez kasku. Oczywiście :)
Lapec - bałem się, że jak zwolnię, to coś się z kołem stanie, hehe :) No o siódmej, przecież to środek nocy :)
Evita - mi tam nic nie puszcza. Zobaczę jak będzie na stare lata :) Błotniak to w ogóle niedoceniany ptaszor, a szkoda. Życzę wyspania. Im szybciej, tym lepiej. Rewelacja taka, że człowiekowi aż głupio :)
Miciu - w górach to się nie dziwię, do tego sakwy dodają do zjazdu. Chyba :)
No mi się udało na stalowym góralu w liceum zrobić pod Jelenią 80+. Gdy polskie drogi zazdrościły serom szwajcarskim tak małej ilości dziur :) Były emocje.
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"