Najważniejszym newsem dnia było to, że mogę odebrać przednie koło od szosy z serwisu. Jak się okazało szprycha nie pękła, ale od uderzenia w coś nieokreślonego wypadł nypel i wleciał do obręczy. Czyli skończyło się jedynie na szukaniu go wewnątrz i centrowaniu. Zawsze to jakaś oszczędność.
Po montażu szybkie ruszenie w drogę, bo czas naglił. Dobrze, że jeszcze udało się przed upałami, które nadeszły po południu.
Zalew w Szczodrzykowie po raz kolejny mnie nie zawiódł. A dziś wręcz zachwycił, bowiem po raz pierwszy widziałem na oczy płaskonosa. A w sumie to płaskonoskę, bo to samica. To taka kaczka z dziwnym dziobem, migrująca sobie po świecie i w sierpniu bywająca na chwilę w Polsce. Poza tym młody perkoz... ...łyski "stare"... ...oraz jedna młoda. Dębina powitała mnie słońcem... ...przed Tulcami taka sytuacja... ...a przy przebudowie eski powstał nowy kierunek - Kornik. Czyżby drogowcy chcieli w ten sposób upamiętnić zmarłego ministra Szyszkę, który słynął ze schizy związanej z tymi owadami? :) Potem już tylko dojazd do pracy. Oczywiście z obowiązkową wizytą u kota, któremu już się kończą pomysły w temacie: gdzie by tu jeszcze nasr... nabrudzić?
Komentarze (11)
Dzięki :) Też widziałem po raz pierwszy - zdziwko było solidne.
Płaskonosa jeszcze nigdy nie spotkałem, dobra fota! Temu zielonemu gigantowi z drogi niewiele brakuje, żeby można było wyprzedzać go pod spodem np. rowerem poziomym :)
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"