Mam coraz więcej problemów z pisaniem wstępów, bo ile można skrobać z grubsza to samo? Poranne wstawanie, ziewanie, kawowanie, wyjazd, powrót, pies, potem kot, z jęzorem u pasa do pracy. Wszystko by było nawet do przetrzymania, gdyby nie to ostatnie. No i brak czasu na nadrabianie BS-a :)
Dzionek zrobił mi błotniak stawowy, a w sumie to dwa. Dorosły oraz już całkiem dojrzały młodziak szybowały na polu nad Palędziem i ćwiczyły polowanie. Niestety dość daleko i wysoko, ale co sobie popodziwiałem, to moje. Poza tym wypatrzyłem chowającą się sarenkę. Z dziwną szyderą na twarzy :) Moje ulubione bagienko w Trzcielinie wciąż stoi... ...no i ciągle nie po drodze mi z gównianą drogą antyrowerową na obwodnicy Dopiewa. Nie lubimy się z kostką, oj nie :) Wspomniany kot wciąż prycha i syczy. Widocznie tęskni za teściową. I jak tu zrozumieć te zwierzaki? :)
Do roboty dziś nie rowerem, bo zamówiłem koła z odbiorem w pracy. Do tego przejściówkę z Centerlock na sześć śrub. Czy to zadziała? Znając moje szczęście - nie :) Ale zobaczymy.
Komentarze (12)
Dzięki Tobie mogę sam nadrabiać swoje wpisy - dzięki :)
Ja o śmieszkach myślę, żeby... o nich nie myśleć. Tak mi lepiej :)
Przyjemnie się patrzy na te zdjęcia. Tak sobie teraz pomyślałem, że jak bym miał półroczne zaległości BS-owe do nadrobienia latem to i tak czekało by to do zimy :) Śmieszką nie pogardził bym, gdyby postawili znak, że nie jest obowiązkowa....i była by po stronie żelaznego szlaku, były by dla mnie idealne warunki na postój :)
Lapec - hehe, no tak :) Ale przynajmniej się na Ciebie nie rzuca za to, że dajesz jej jeść i po niej sprzątasz :)
Evita - dzięki :) Oj, mam nadzieję, że nie życzysz mi bycia dziennikarzem w takich szmatławcach, brrr... :) Witaj w klubie ludzi niekompatybilnych z czasem ;)
Fajnie podpatrzyłeś błotniaka :) Nie da się chyba tworzyć codziennych sensacji, chyba, że jesteś bazgrolącym w faku lub superaku, mając codziennie dzień świstaka ;) Czasu maooo. Mnie interesuje tyle rzeczy i mam zawsze tyle czynności do wykonania, że potrzebowałabym co najmniej 30-35-godzinnej doby. Może, jak trafię do jakiegoś alternatywnego świata tak się zadzieje... ;)
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"