Pisałem ostatnio, że mam rozwalone koło w mtb? No to witam w świecie Murphy'ego i jego praw - dzisiaj poszła mi szprycha w przednim szosowym kole. Jak tak dalej pójdzie to pozostaną mi spacerki :/ Ok, wymiana tego elementu to niby banał dla serwisu, problem w tym, że zamówienie płaskiej szprychy o określonej długości to również nie jest łatwa misja, a od ręki w zaprzyjaźnionych miejscach nie ma. No szlag by trafił całą tę cyklozę.
Dobrze chociaż, że pęknięcie nastąpiło już pod domem. I pewnie bym go nie zauważył, gdyby nie zaczęło mi dzwonić. No nic, czasu mam ostatnio mniej niż zero, więc czy spędzę go na szukaniu kolejnych elementów do roweru czy na czymś innym, jeden kij. Na szczęście mam jeszcze zapasowe przednie koło na przetrzymanie.
No dobra, pomarudziłem. Czas na opis dzisiejszego wypadu, przedpracowego i jak zwykle zaspanego. Trasa w tę i z powrotem: Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Krosinko - Dymaczewo Stare - Bolesławiec, gdzie nastąpiła nawrotka.
Gęba mi się uśmiechnęła, gdy zobaczyłem, że daniele w Bolesławcu są w dobrej formie, nawet albinosy dzielnie się trzymają. Super :) Strasznie zasyfił się ostatnio Kanałek Mosiński. Trafiła mi się ciekawska dzierzba gąsiorek... ...a pliszce siwej nie chciałem przeszkadzać przy śniadaniu, więc tylko dwie szybkie fotki. Dystans zawiera dojazd do pracy. Na szczęście chwilowo bez awarii :)
No, fajna fotomiejscówka z tymi danielami... a śniadanie to rzecz święta, aczkolwiek jeśli to był ranny ptaszek, to może już trzecie śniadanie (tudzież drugi przedobiadek) ;-)
Lapec - i jeszcze z miliard rzeczy, które muszę wykonać zanim zacznę nadrabiać. Nie wiem kiedy mi ten czas zaczął uciekać tak hurtowo :) O PKP kiedyś będzie, choć już powoli zapominam o co tam chodziło :) Serwis masakra - dobrze, że przynajmniej mam czas na interwencję przed jesienią i zimą, gdy MTB może być przez wiele dni jedynym wyborem.
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"