Wolna sobota, czyli czasu brak i nie wiem w co ręce włożyć :) Niedługo wypad ze znajomymi, więc wpis na szybko. Zaległości albo późnym wieczorem, albo jutro.
Wiało dość brutalnie. Co nie było tylko moją opinią, ale i sympatycznego szoszona, którego dogoniłem przed Dopiewem, a pożegnałem w Palędziu. Na tyle się fajnie gadało, że znów olałem walkę o średnią, a mój chwilowy towarzysz sam zaczął marudzić, że wiatr coś nie ten teges. Swój człowiek :)
Nie za bardzo było co focić, bo w Lisówkach i Trzcielinie aktualnie rządzą tego typu potwory: Martwa natura natomiast dzisiaj całkiem słoneczna. Rowerowy moment musiałem ująć w miejscu sprawdzonym, z widokiem na WPN. Zwierzęcy element za to udało się uchwycić na Dębinie, gdy rudzik ogłosił, że pora na obiad :)
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"