Na początek smuteczek. I to taki poważny, bo rowerowy. Od kilku dni dziwnie mi się jechało Czarnuchem. Jakoś falowało mi coś pod tyłkiem, ale nie miałem czasu sprawdzić co. Stawiałem na oponę i już w głowie miałem akcję spuszczenia powietrza i napompowania ponownie, jednak wczoraj wieczorem postanowiłem w końcu przyjrzeć się zjawisku bliżej. No i zonk - okazało się, że mam pękniętą obręcz :( Całkiem spora dziura straszy w okolicach wentyla...
Pierwsza myśl: chyba rower jest jeszcze na gwarancji. No nie jest. Minęła... niecałe trzy miesiące temu. I jak to nie wierzyć w teorie o kapitalistycznych mendach, tak robiących części, żeby te padły dokładnie wtedy, kiedy producent już nie ma obowiązku wymiany? Druga myśl: no ok, koło to koło, się kupi.
No i niestety znów pod górkę. Powoli przez awarie z tego i poprzedniego roku staję się ekspertem od części, których nie ma :/ No bo kół 29 cali (i również podobno pasujących 28) jest od groma, tylko od jakichś dwóch miesięcy nie można dostać takich, które mają mocowanie tarczy hamulca na sześć śrub, a nie na Centerlock... To znaczy są, w komplecie, za prawie osiem stów. Nie, dziękuję, postoję. Jest niby opcja kupienia tych drugich i jakieś nakładki, ale czy to będzie działać? Cholera wie :/
Jeszcze obdzwoniłem znajome sklepy, a tam to samo, co na Allegro - pustka. Tym samym aktualnie do odwołania jestem bez roweru mtb. Supcio. Co dalej? Nie mam pomysłu.
Na szczęście jeszcze jest lato i podstawowe dwa kółka to szosa. Oczywiście nią dziś pojechałem, na trasę: Poznań - Plewiska - Skórzewo - Wysogotowo - Batorowo - Lusowo - Lusówko - Sierosław - Zakrzewo - Dąbrowa - Wysogotowo - Skórzewo - Plewiska - Poznań. Wiało całkiem solidnie i niesprawiedliwie z północy, więc nie walczyłem. Z ptactwa jedynie niewyraźna, szwendająca się w trawie perliczka. A do pracy pojechałem... STaRuchem. Kiedy ktoś mnie pyta po co mi tyle rowerów, to takie sytuacje jak ta z Czarnuchem są idealną odpowiedzią. Ten mój kilkunastoletni złom o dziwo jeszcze jeździ, co prawda nie da się z przodu użyć małej tarczy, amortyzator nie działa, a napęd niedługo będzie wołał jeść, ale przynajmniej jest i da się go użyć w razie "w". Przejechałem się nim z duszą na ramieniu po Dębinie i nic nie odpadło (prócz odblasku z przedniego koła, czyli rzeczy nieistotnej), więc sukces :) Aha, jeszcze - jak od trzech dni non stop - przystanek po drodze. Karmienie kota Teściowej. Wbrew pozorom smakowało :)
Komentarze (14)
Dzięki za kolejne potwierdzenie :) Będę wiedział na przyszłość, na razie trwa wciąż walka o reanimację mojego mtb po kosztach.
Ona na szczęście tylko jak wchodzę i ogarniam tę (dosłownie) kuwetę :) Ale niestety z dnia na dzień jest gorzej, mam nadzieję, że już niedługo będę musiał wykonywać tę misję. Bo tak jak uwielbiam zwierzaki, w tym oczywiście koty, tak ten ma zdecydowanie nie do końca równo pod sufitem :/
Evita - no właśnie, nie kuma i kumać nie będzie. To jakby ktoś jeżdżący wszędzie autem się dziwił, że się buty zużywają od chodzenia. Ja tam Cię bardzo dobrze za to rozumiem :) Walka z częściami trwa, dzięki. Kot tęskni tak, że mi się pogłaskać nie da, tylko prycha i dziwne dźwięki wydaje. O takie w przybliżeniu jak "oh Long Johnson" (https://www.youtube.com/watch?v=kkwiQmGWK4c) :)
Lapec - bardzo dziękuję, nawet nie wiesz jak ja chcę jednego i drugiego. Nie wiem czego bardziej, bo ile dni pod rząd można zbierać ekskrementy? :)
Rozbudowana flota rowerowa się przydaje ;), a wiadomo, że sprzęty eksploatowane szybciej się zużywają. Mnie też ciągle pytają, dlaczego moje serwisy tyle kosztują. Ale jak ktoś wyprowadza kilkanaście razy rower od maja do września, a nie jeździ 12 m-cy i to taką trasą, jak np. moja, to nie kuma ;) Anyway, powodzenia Tom, oby szybko udało się dopasować odpowiednie części. Kicurka proszę pomiziać, pewnie tęskni...
Wolałbym szybszą opcję, ale chyba ta może paradoksalnie okazać się właśnie najszybsza... :/ Ostatnio mam czasu mniej niż zero, ale może uda mi się w weekend przegrzebać net w poszukiwaniu tego Graala, a jak nie to zajmę się szukaniem serwisu, który w tych ciężkich czasach zaplecze mi koło od prawie zera :)
No jest to jakaś opcja... Ale ostateczna, bo nie wiem ile bym musiał czekać na zaplecenie koła w czasach, gdy serwisy są oblegane. Dzięki za trop. Na razie jednak jeszcze szukam całego koła :)
Samej obręczy też nie ma dostępnej? Ja kiedyś wymieniałem samą piastę, i z tego co mi się wydaje samo zaplecenie koła nie było jakieś szczególnie drogie.
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"