Mój ostatni wolny roboczy dzionek w tym tygodniu rozpocząłem wstaniem o... szóstej rano. Teściowa bowiem miała na dziś zaplanowane przyjęcie do szpitala i trzeba było z nią jechać. Misja się udała, jak na polskie warunki nawet źle nie było w temacie standardów szpitalnych, a ja w domu byłem jakoś po dziewiątej, w stanie takiego niedospania, że nawet myślałem, czy nie zafundować sobie drzemki przed rowerem. Jakoś jednak wygrałem z kryzysem i ruszyłem.
Nawet nie starałem się walczyć z wiatrem i sennością. Jechałem po prostu krok za krokiem i tyle. Zaliczyłem nawet kawałeczek terenu, odwiedzając "swoją" ambonę w Lisówkach. Znów nie spotkałem w niej żadnego gnoja z flintą, więc uznaję ją za wegetariańską :) Podczas dojazdu natrafiłem na sarenki... ...młodą bogatkę... ...a nad głową przeleciały mi żurawie. I jak tu nie wielbić Lisówek? :) Do kompletu dokładam jeszcze błotniaka, ale tym razem z okolic Szreniawy i mało wyraźnego. Tyle na dziś. Zaległości opisowe z wypadu na wesele, tak jak te BS-owe, znów przekładam o kolejny dzień :)
Lapec - był już kiedyś przecież lisek (http://trollking.bikestats.pl/1969726,Lis-owki.html#comments) :) Taaaak, tamte ambony były w jedynej słusznej dla nich pozycji :)
Evita - dziękuję :) *-*
Huann - w sumie niewiele je różni, choć w sławojce czasem przebywają normalne osoby :)
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"