Wypad bez historii. Ot, przedpracowy kursik na rozklekotanej szosie.
Wyjazd przed dziewiątą, generalnie ciut później niż planowałem, ale miałem nadzieję, że rano zmieni się status przesyłki, na którą czekam. Nic z tego, kurier się obija, więc niepotrzebnie zwlekałem.
Nie jechałoby się źle, gdyby nie napęd. Ale o tym już pisałem, dalej będę cierpiał w milczeniu :) Nie za bardzo chciałem się zatrzymywać, bo każde stąpnięcie na pedały po ruszeniu to mały stresik. Fotki więc tylko klasyczne-symboliczne. Jak zwykle Lisówki i Trzcielin na tapecie, a żółw (Trzcielonardo, tak go nazwałem) już przede mną w ogóle nie ucieka :) Dystans zawiera dojazd do pracy.
Huann - dzięki :) Lotu trzmiela nie odnotowałem, ale kilku po chmielu bym na oko znalazł :)
Marecki - żółw zapewne by podziękował :) Mam tak samo z napędem. A w sumie to miałem, bo jak się zabrałem ostatnio za komplementowanie części to trwało to tyle, że zajechałem resztę. Ot, realia dostępności w Covidzie :/
DaruS - no dopadł, niestety... Dostojne żółwiowe dzięki :)
Kolzwer - dzięki, dzięki :) Tak, myślałem o zakupach na zapas, ale bym zbankrutował przy aktualnych cenach. Mam nadzieję, że się uspokoją i na jesień kupię to samo o 1/3 taniej...
Evita - tak sądziłem, że relacja Ci się spodoba :)
Roadrunner - paradoksalnie to żółw, którego chyba ktoś kiedyś wypuścił. Ale żyje na wolności podobno od wielu, wielu lat i raczej nie byłby zadowolony do powrotu w domowe pielesze :)
Fotek mało, ale i tak wyszło z nich miłe połączenie, Trzcieloardo najlepszy :) Teraz już po fakcie trochę, ale na Twoim miejscu zakupił bym sobie części podwójnie, żeby mieć zapas na szybka wymianę w razie awarii.
Ten zółw jest zajebisty. Co o napędu, to ja wymieniam go gdy są pierwsze oznaki zużycia, cos przeskakuje, lub strzela. Nie zajeżdzam do końca, dla własnego komfortu,. Jak coś w rowerze nie gra, przynajmniej u mnie cała radość z jazdy mija..
Fotki może i symboliczne, ale jak zwykle kwietne... znaczy: świetne! :) Z tytułu zaś błędnie wywnioskowałem, że miałeś jakieś bliskie spotkanie z Trzmielem :D
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"