Błłeee-łwanek
Z samym wyjazdem też lekko nie było. Gdy spojrzałem na ziąb za oknem, stwierdziłem, iż najpierw porobię połowę tego, co sobie "pracowo" zaplanowałem i poczekam aż się trochę ociepli. Tym samym ruszyłem w okolicach dwunastej dwadzieścia, gdy na termometrze było już w miarę komfortowe... minus jeden. Plusem było jedynie to, że wiało ciut słabiej, czyli "tylko" mocno i przenikliwie.
Trasa wschodnia, kombinowana: Dębiec - Hetmańska - Starołęka - Minikowo - Głuszyna - Sypniewo - Szczytniki - Koninko - Gądki - Robakowo - Gądki - Borówiec - Kamionki - Daszewice - Babki - Głuszyna - Minikowo - Starołęka - Las Dębiński - dom.
Zmarzłem, swoje zrobiłem, tyle. Wyjazd bez historii. Wciąż szaro i buro. Spotkałem kilku bałwanów za kółkiem oraz jednego w czapce :) Tego przy OSP w Kamionkach.


Miałem też w końcu czas, żeby obejrzeć sobie budynki przy dawnej szkole w Borówcu, która aktualnie pełni zaszczytną funkcję świetlicy wiejskiej. Ma klimacik cały ten historyczny kompleks, zrobiony częściowo z muru pruskiego (albo to szachulec, nigdy nie wiem).



A naprzeciwko znaleźć można ruiny cmentarza z XIX wieku. Po jego stanie można się domyślić, że nie jest to nekropolia katolicka, tylko ewangelicka. Do tego zapewne niemiecka. Czyli w Polsce niewarta odnowienia.




Podsumowanie dzionka: błłeeee! :)








