Krótki wpis dzisiaj. Szarość mnie pokonała mentalnie i nie mam pomysłu na napisanie czegoś więcej niż kilku zdań.
Wyjazd późny, bo musiałem odespać. Jednak za dużo czasu nie miałem, gdyż czekało mnie coś, co z grubsza można nazwać home office. Zresztą nawet bez tego nie wyruszyłbym nigdzie dalej, bo aura nie zachęcała, ze szczególnym uwzględnieniem silnego wiatru, zimna oraz tego, że widokowo było paskudnie.
Trasa w tę i z powrotem: Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Rogalinek - Rogalin - Świątniki - Radzewice, gdzie nastąpiła nawrotka.
W radzewickim porcie nawet nie było sensu robić zdjęć innych niż podstawowe. I tak by mało było widać. Jedna biedna czapla się zdarzyła gdzieś w oddali. Bez cudów więc :) Z braku atrakcji rzymski kościół w greckim wydaniu :) No nic, odfajkowane. Mus to mus :)
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"