Czarnowidztwo
Najpierw poranne załatwianie niezbędnych pierdół. Na rower czas przyszedł więc dopiero przed jedenastą - i tak wcześniej, niż zamierzałem. Pogoda byłaby całkiem do przyjęcia, ale wiatr nie odpuszczał - momentami duł zdecydowanie, zniechęcając do czegokolwiek. Czyli trzyma poziom :) Oj, nie chciało mi się dziś walczyć.
Trasa kombinowana: Dębiec - Las Dębiński - Starołęka - Minikowo - Głuszyna - Babki - Czapury - Wiórek - Sasinowo - Rogalinek - Mosina - Krosinko - znów Mosina - Puszczykowo - Łęczyca - Luboń - Poznań.
TUTAJ Relive.

Skoro padło słowo "Babki", to... Aaaaa, co będę się szczypał, od razu polecę z grubej rury, wklejając foty. Na początek piknik pod wiszącą wycinką:

...a reszta bez komentarza. To wciąż trwa. A wedle tablic miało się skończyć wczoraj.




Tak się zamienia przyrodę w pieniążek. Ja rozumiem, że głównie iglaki, że jest jakaś "gospodarka leśna", że... A nie, w sumie to nie rozumiem.
Dawno mnie nie było w okolicach Osowej Góry (ostatni raz... drezyną), trzeba było nadrobić. Nagrodą był fałmaks :)


Na koniec gang czarnuchów :) Po raz pierwszy widziałem kaczki tej barwy, zwane dworskimi. Klimatyczne są :)



Po południu wpadł jeszcze WPN piechotką, ale relację z tego zostawię sobie na jutro (prawdopodobnie). Dzisiaj tylko Kropa z okazji Dnia Psa.









