Glut suchomokry
Na starcie było zaskakująco sucho. Jednak jestem na tyle doświadczonym rowerzystą, że nawet przez chwilę nie pomyślałem o wybraniu szosy. To znaczy nie, przepraszam, pomyślałem - o tym, żeby jej nie brać :) I dobrze zrobiłem, bo gdzieś na dziesiątym kilometrze zaczęło kropić, potem padać, a finalnie lać. To zdecydowanie przesądziło sprawę w temacie skrócenia dystansu.
Trasa to zachodnia paćka: Poznań - Luboń - Wiry - Łęczyca - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Komorniki - Plewiska - Poznań.
Znów paskudnie było. A jak wiałoooo!


Na chwilę, dosłownie momencik, wjechałem w las...

...tylko po to, żeby w ten sposób uhonorować pamięć o wszystkich dzikich zwierzętach, które będą mordowane przez zwyroli pod pretekstem walki z ASF, a także o tych, którzy dostaną mandaty lub pójdą do pierdla za spacery po terenach leśnych, gdy owe indywidua będą się bawić w zabijanie. Wczoraj bowiem prezydent, wcielając się ponownie w swoja ulubioną postać Dudopisu, po cichu podpisał specustawę o roboczej nazwie lex Ardanowski, o której zresztą niedawno pisałem. Co ważne - dzięki niej każdy z nas, nawet jeśli polowanie jest komercyjne (na przykład dla przyjemności takiego - tfu tfu - Komorowskiego lub senatorów z PiS oraz jego przystawek plus PSL - jeden Michał Kamiński się wyłamał - brawo), na widok ekipy ze strzelbami ma obowiązek grzecznie spieprzać, gdzie pieprz rośnie. Nie ma zmiłuj.
Aha, trochę luźne, ale jakieś nawiązanie. Kolejny genialny plakat przyuważyłem.









