Tak szczerze, to myślałem, że będzie dziś gorzej. Bo po pierwsze musiałem wyjechać jak zwykle nad ranem, przed pracą. Po drugie - miał być w nocy przymrozek. Po trzecie - wczoraj wieczorem delikatnie siąpił deszcz. A jak wiadomo, dodanie punktu drugiego do trzeciego nigdy nie wróży niczego dobrego.
Tymczasem nie było źle. Co prawda wyruszyłem, gdy na termometrze było lekko poniżej zera, a wracałem w klimatach jeden plus, jednak nie padało, a przede wszystkim wiatr się uspokoił. Co nie oznacza, że było dobrze, bo o to raczej ciężko o tej porze roku.
Trasa to zachodni klasyk: Dębiec - Górczyn - Kopanina - Junikowo - Wysogotowo - Dąbrowa - Zakrzewo - Sierosław - Więckowice - Fiałkowo - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań. W okolicach Sierosława, gdzie nie ma ani kropli wody, napotkałem.... łabędzie. Oj, szaleje nam przyroda. Zresztą zapewne codziennie widoczki, takie jak ten... ...nie pomagają w zachowaniu równowagi.
Zmarzłem jedynie lekko, więc jeśli tak ma wyglądać zima, niech będzie :)
Dystans zawiera pracodojazdówkę.
Komentarze (13)
Masz rację. Jednak weź pod uwagę, iż ludzkość już dostatecznie spieprzyła prawa natury i tam, gdzie może ingerować, to musi.
Dziś widziałem dwa - młodego i starego łabędzia. No i zauważyłem, że - tak jak pisał Jacek - faktycznie z tyłu jest jakieś bajorko. Może sytuacja jest jednak dość "czysta"? :)
Tutaj mam dylemat. Z jednej strony obserwujemy dramatyczną sytuację. Pięknych i wyniosłych oraz majestatycznych lecz "spóźnionych" ptaków. Z drugiej już mniej spektakularne ale niestety uprawnione działanie natury. Polegające na rywalizacji gatunków i związane z tym reguły. Nigdzie nie jest powiedziane co lepsze, czy bardziej obrazowo z punktu naszych ludzkich standardów kto w tej rywalizacji powinien przetrwać. Natura w takim , naszym ludzkim rozumieniu nie jest sprawiedliwa bo być nie może. A nasze "argumenty" czy ludzkie odruchy są w takich przypadkach ingerencją w działania których do końca nie znamy. Bądź nie powinniśmy przy nich "majstrować". Musimy raczej uznać że łabędzie jak i drapieżniki na nie polujące mają swoje prawa i obowiązki. Odstępstwa od tych reguł dla obu gatunków są zawsze dramatyczne. Bo natura jest bezkompromisowa. I musimy o tym pamiętać.
Będę się starał jednak jeśli będzie mi dane je spotkać coś wymyślić. :-)
Lapec - nooo, sezon dopiero przed nami. Będzie się działo, jak co roku :/ Wiosno, przybywaj! :) Co do wycinki - sprawdzę!
Jurek - fajna, kompetentna wypowiedź, miło, że niepolityczna :) Wiedziałem oczywiście, że te dwa nieopierzone to młodziaki, ale nie znałem przyczyny stacjonowania. Pewnie jest tak, jak piszesz - pozostaje kibicować, żeby jednak wszystko skończyło się pozytywnie. Mam więc prośbę, bo jeździsz tamtędy częściej niż ja - obserwuj sytuację, jeśli będą tam dłuższy czas widoczne, trzeba będzie faktycznie poinformować kogo trzeba.
Ze względu na to że od ponad 30 lat bywam w okolicach Kostrzyna permanentnie i nawet mam paszport tamtejszej Rzeczypospolitej Ptasiej. To też zdążyłem się nieco wyedukować w temacie ptactwa. A więc. Łabędzie z Twojej fotografii chyba też widziałem. O tej porze to trochę ewenement ! Bo jako takie powinny być już w większych grupach np. w PNuW w Kostrzynie nad Odrą i szykować się do odlotu. Taki zew natury ! Są tam dwa starsze osobniki (te białe) to rodzice i dwa młodsze (jeszcze z ciemniejszym upierzeniem) to ich dzieci. Żerują intensywnie razem bo jeszcze nie są gotowe do długich lotów. (Młodsze nabierają sił) Opóźnienie może być spowodowane jakąś wadą lub zbyt późno złożonymi jajami. W każdym razie jest to dla nich "ostatni dzwonek" i duże niebezpieczeństwo oraz prawdopodobne że w ogóle nie odlecą. Bo jak przyjdą mrozy dużą część energii będą musiały spożytkować na ogrzanie się a nie na przyrost masy mięśniowej. (Mowa o młodzieży) Bo stare i w trzaskającym mrozie dadzą sobie radę z lataniem. Trzeba trzymać więc za nie kciuki że w końcu odlecą !!! Bo jeśli przyjdzie mróz i nie daj Boże śnieg i nadal będą tutaj to niestety marny ich los. Mogą zacząć głodować ! A wtedy lisy czy psy mają je na wyciągnięcie ręki. :-( Jest też plus dodatni że rodzina zostanie razem ze sobą do końca !
Smutne to co piszę ale to jest dla nich teraz dramat i walka o życie !!!
Jest też szansa że ktoś je przygarnie. I zapewni im azyl np z gęsiami domowymi. Widziałem takie przypadki.
Najlepiej byłoby powiadomić jakiś profesjonalny "przytułek" i obserwować je i pogodę. Tyle dla nich możemy / możesz zrobić !
Roadrunner - póki co nie masz co zazdrościć, bo... już niebieskiego nieba nie ma, jest szarówa :)
Jurek - nie mówię "nie", a wręcz kiedyś chętnie zapewne skorzystam z zaproszenia :) I tak, muszę przyznać, że do tej pory Polska faktycznie wyróżniała się in plus w temacie racjonalnego podejścia do konfliktu człowiek - przyroda. Niestety, ostatnio olewa się nawet zakaz wycinki w sezonie lęgowym, o czym pisałem w tym roku.
Pewnie (a w sumie na pewno) masz rację z tym korzystaniem z pól. Ale taki widok jest dla mnie nowością, mimo że kręcę po Wielkopolsce od lat kilkunastu :)
A to o czym piszę w temacie "darmowych ptasich posiłków" to niestety skutek "cywilizacji. I jak na razie , chwała bogu symbioza człowieka z przyrodą w naszym kraju jeśli idzie np. o siedliska i możliwość żerowania ptaków jest wzorowa. Czego nie można powiedzieć o bardziej cywilizowanej części europy. Gdzie takich miejsc tam ubywa albo tamtejsze prawo pozwala na "przepędzanie" nieproszonych , latających gości. Co skutkuje tym że np. PNuW czy mokradła Biebrzy to azyle dla ptaków niemal z całej europy.
Tomasz. Jeśli chcesz zobaczyć prawdziwe życie np. ptaków to zapraszam do Słońska albo szerzej do PNUW w okolice Kostrzyna nad Odrą. Zobaczysz tam chyba wszystkie europejskie gatunki ptaków "wodno-lądowych" oraz sposób ich żerowania.
Chętnie będę Tobie towarzyszył ! :-)
Kiedyś to one może nie ruszały się zbyt daleko od zbiorników. Kiedy jeszcze ludzie ,rolnicy nie uprawiali pól. Ale to były zamierzchłe czasy !!! Ptaki tak jak ludzie przechodzą na łatwiznę. Wolą "zjeść na mieście" ! Bo to prościej i bezpieczniej.
Po co rywalizować i podjadać współbraciom narażając się na zagrożenie ze strony drapieżników marne chociaż ekologiczne kąski. Jak można kilkutysięczną armadą wylądować na kilkuhektarowym polu i najeść się np. oziminy do syta. (Na marginesie to takie "naloty" na pola to zmora właścicieli pól oddalonych od takich siedlisk. Cirka 50 km. Jeśli np. kaczek ,łabędzi i innego latającego drobiu jest w tej okolicy kilka set tysięcy a może milionów jak w przypadku PNUW to po przemnożeniu wagi posiłku dla całości daje tony a może dziesiątki ton ptasiej diety z upraw.)
Mimo to zapraszam w te okolice Wszystkich którzy interesują się przyrodą ... !
Huann - w sumie ciekawe to porównanie :) Pagórków faktycznie nie ma za dużo, ale jak są, to zmęczyć się można, tyle że trzeba kręcić w tę i z powrotem. Ale też zależy, gdzie jadę: na zachodzie jest płasko i bezleśnie, na wschodzie bywają pojedyncze wzniesienia, najciekawiej jest na południu, gdzie - jeśli się wie, dokąd jechać - można fajnie się poprzewyższać :) A na północny... jest miasto. Czyli tam się nie jeździ, póki nie trzeba.
JPbike - a widzisz, nie wiedziałem :) Nigdy nie wpadłem na to, żeby wjechać w ten las przy 307-ce :) Co nie zmienia faktu, że nie rozumiem koczowania łabędzi na polu, a nie nad wodą. Dzięki za info :)
Jurek - skoro tak, to jasna sprawa. Dzięki za wysłanie mi zdjęcia potwierdzającego ów fakt. W takim razie - w tym przypadku - muszę cofnąć podejrzenia "wycinkowe". Jednak na swą obronę muszę stwierdzić, iż pamiętam ostrą drzewną masakrę na tym odcinku niecały rok temu.
Z innej beczki: sądziłem, że jednak pod P-niem jest trochę więcej pagórków: otóż porównałem swoje i Twoje statystyki z listopada w kwestii podjazdów - i wychodzi, że przejeżdżając ponad 3x tyle km-ów co ja, zrobiłeś "tylko" 2x więcej podjazdów :-O
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"