Udało mi się jakimś cudem trafić na ten 0,01% szansy, żeby dziś pokręcić. Co prawda dystans mikro, między jednym a drugim opadem, ale jednak. Wyjątkowo więc nie będę psioczył na pogodynki, bo dziś pomyliły się one pozytywnie :)
Najpierw jednak poranny pogrzeb. Cóż, przykra i smutna sprawa, tym bardziej, że ostatnimi laty częściej bywam na tego typu uroczystościach niż na przykład na weselach. Smętna to konstatacja :/
Oczywiście padało, miałem więc jechać od razu do pracy, ale nagle się wypogodziło i postanowiłem wykorzystać nadgodziny i wykonać chociaż gluta. Tym samym marne trzy dyszki zostały naliczone na zachodniej pętelce, z Dębca przez Luboń, Wiry, Komorniki, Szreniawę, Rosnowo, Komorniki i Plewiska do domu. Przy okazji, przejeżdżając przez Wiry, poznałem prawdę :) Czyli realny sens opisywanego przeze mnie już od kilku miesięcy tourne z kopią pewnego obrazu z Jasnej Góry. Pieniążki! Wczoraj wizyta, dziś jeszcze kram z pamiątkami (magnesiki, zdjęcia z kościoła itp.) kwitnie... A wracając trafiłem akurat na transmisję z otwarcia nowej kadencji cyrku. Sejmu i Senatu, znaczy się. O dziwo dość pozytywnie swą przemową zaskoczył mnie el presidente Duda (no ale przecież mamy wybory za pasem, więc aktualnie strzela walcząc o pokój), za to grozą powiało - jak zwykle - przy bełkocie (ekhm) marszałka seniora Macierewicza. Kto nie słuchał, niech będzie świadom, że przed nami co najmniej cztery lata walki o Polskę narodową, katolicką, rozliczającą się ze wszechobecną postkomuną, ideologią gender, agenturą oraz oczywiście z prawdziwą prawdą o Smoleńsku.
Jutro nie ma szans na cokolwiek rowerowego, tak jak pisałem - na sto procent. Szkolenia i deszczu nie mam jak oszukać :/
Komentarze (16)
Tourne zacieśnia się dookoła moich rejonów, więc korzystam z okazji :)
Evita - no jakieś takie. Na pewno maryjne. No i najważniejsze - do kupienia zdjęcia ze swoją facjatą podczas siedzenia w ławeczce w momencie wizytacji. Hit :)
Lapec - oglądać nie oglądałem, to nawet jak dla mnie za dużo :) Słuchałem w radio. Zazdroszczę bilansu, życzyłbym sobie takiego na rok następny, bo zdecydowanie w tym przegrywam :/ Magnesik, hmmm, niech będzie, że nie miałem ze sobą drobnych :)
Huann - cóż, stał się cud, choć w wykonaniu dość średni :) A ja chyba wiem, skąd masz - nomem omen - przecieki :)
No ja nie wiedziałem, szczerze :) Jakaś tam nadzieja się tliła, ale raczej bez szans na spełnienie - więc miły zaskok. Za to jutro niestety kompletne zero, bo chomika do rowerowania przecież nie zaliczę.
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"