Na początek mam jeden postulat - jakby ktoś miał znajomości gdzieś tam na górze, to poproszę o załatwienie kolejnej zmiany czasu o godzinę do tyłu, najlepiej na dniach. Do tej już się przyzwyczaiłem i znów wstawanie poranne to taki codzienny Mount Everest. Dziękuję z góry! :)
Póki jeszcze jednak nikt tego nie załatwił, trzeba walczyć. Ciężko to idzie, przez co w pracy jestem na styk, a i pies ma do ogarnięcia mniejszą ilość rzucanych patyczków na minutę, no ale nie ma wyjścia. Chyba że bezrobocie, ale to pomysł mało logiczny, bo bym kręcił więcej kilometrów, przez co szybciej zużywał napęd, na wymianę którego nie miałbym środków. Więc trzeba cierpieć.
Dzisiaj wykonałem południową pętelkę szubieniczną: Poznań - Luboń - Wiry - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Żabinko - Żabno - Baranowo - Sowiniec - Mosina - Puszczykowo - Łęczyca - Luboń - Poznań. Tempem nieśpiesznym, typowo późnojesiennym, ot, bezikrowym. No i na koniec dokrętka do pracy. Maryja (z tego wpisu) już odwiedziła Żabno i jest gdzieś dalej w trasie, ale ze sprzątaniem się nie spieszą. Zapewne dlatego, że co nagle to po diable :)
Komentarze (12)
Lapec - całkiem możliwe. Ostatnio jak wychodziliśmy z PRL-u to inflacja faktycznie szalała. Zobaczymy jak będzie w przypadku sprzątania po PISRL-u :)
W temacie systemu idealnego => nie, nie wymyśliłeś go xD. Za parę lat (jak inflacja oszaleje) będziemy zarabiać w milionach, więc ostania nasza pensja wystarczy ... na około dwie bułki xD
Evita - ja bym postulował bezrobocie na pełen etat. Płacą 100% ostatniej pensji, a w zamian wykonuje się wolontariat, wyprowadza psy i czyta książki. Ha, czyżbym wymyślił system idealny? :)
Lapec - oj, oby. Plus jest taki, że póki co Ostoje są nie do ruszenia, a kilka ich mamy :) Maryjka będzie za kilka miesięcy na Dębcu (sprawdziłem specjalnie, obiecuję uwiecznić), a potem jej planów nie znam. Myślę, że nawet ona nie jest w stanie przewidzieć, co wymyśli polski Episkopat :)
Bezrobocie bez klasycznego etatu byłoby cudownym rozwiązaniem. Nawet znów zaczęłam grać w lotto, co by szybko doprowadzić do tego stanu, acz bez oczekiwanych efektów ;) ...jest tyle książek do przeczytania, tyle wolontaryjnej pracy do wykonania, tyle pięknych miejsc do zobaczenia, że ciągle zastanawiam się nad bezsensem złodziejstwa czasu w takim trybie. A emerytura z ZUS zapowiada się wręcz dramatycznie... ;)
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"