Specyficzna data, jaką jest pierwszy listopada, rozpoczął się najgorzej jak mógł. Informacją o kolejnym pogrzebie, na którym trzeba będzie się pojawić w tym roku, tym razem u rodziny od strony Żony :/ Śmierć to jednak mało zabawna bestia...
Humor do jazdy miałem więc średni, ale swoje trzeba było odbębnić. Jedyny plus tego dnia, że odwiedzenie grobów zostawiliśmy sobie na dni już po aktualnej migracji ludów, więc spieszyć się nie musiałem. Ruszyłem po dziesiątej, gdy temperatura przekroczyła już zero, co dawało jakąś szansę na w miarę komfortowe warunki. No ale było tak sobie - bo zimny wiatr zrobił swoje, odbierając mi jakiekolwiek chęci do walki. Co widać po średniej.
Trasa wschodnia, tym razem w wersji beznożny piesek: Dębiec - Hetmańska - Starołęka - Krzesiny - Jaryszki - Żerniki - Tulce - Krzyżowniki - Śródka - Szczodrzykowo - Dachowa - Robakowo - Gądki - Jaryszki - Krzesiny - Starołęka - Las Dębiecki - Dębiec. Oj, nie było lekko w okolicach cmentarzy. Trzeba było sobie radzić. A po południu - w ramach poprawy nastroju - udało się zgadać z Marcinem, który przyjechał specjalnie ze Śląska, żeby wyprowadzić Kropę :) No dobra, może nie specjalnie z tego powodu, ale fajnie, że udało się zgrać i zrobić wspólnie ponad dziesięć kilometrów, z lekkim piwkiem w łapach. A kierunek? Niewidziane jeszcze przez kolegę Szachty (szkoda, że światło i zieleń już nie ta)... ...oraz - przy okazji - jeszcze atrakcja specyficzna: chyba już jedna z ostatnich okazji na zobaczenie innego świata, czyli syfu, jakim są baraki pomiędzy ulicą Opolską a Dębcem. Niedługo mają zniknąć z powierzchni ziemi, zastąpione bezpłciowymi blokami... Wpadł jeszcze (wspominany u mnie kilkukrotnie), na co dzień zapomniany, cmentarz przy Samotnej. Tym razem częściowo nawet widoczny dzięki zniczom. Marcin, dzięki ponownie za sympatyczne towarzystwo, Kropa już Cię traktuje jak swojego :) Do następnego! :)
Lapec - a, no i Czeladzka :) Również dzięki, ja tam się cieszę, że nagle zaćmienie słońca nie nastąpiło :) Pies pozdrowiony, nie zjedzony :) Spała snem sprawiedliwych po spacerze, to jedyny sposób na wspomniane ADHD... Czekam na relację!
Ania - dzięki w imieniu Kropy, a czy Szachty dziękują to nie wiem ;)
I Czeladzka, nie zapomnij o czeladzkiej heh. U nas z Wielkopolski to ino Poznańska xD
Dzięki za znalezienie czasu i spokojny spacerek. Pogoda faktycznie mocno taka se, ale najważniejsze że nie padało :-). Jak wrócę to pewno napiszę parę słów ^_^
Huann - dzięki :( Zaraz zerknę, co tam w Othuanni i porównam :)
BUS - tak, tak, to wiem, i nawet tak przedstawiłem ów fyrtel. Na co mam świadka, który pewnie to potwierdzi, gdy już wróci z północy Poznania na Śląsk :) Dodam, że nazwy bocznych "uliczek", typu Będzińska czy Gliwicka, wzbudziły zainteresowanie :)
baraki dla Polaków przy ulicach Opolskiej, Wieluńskiej i Gliwickiej. Wybudowane w 1941 dla Polaków wysiedlonych (najczęściej przymusowo) z własnych mieszkań (np. pod budowę Weststadt) i pracujących w HCP. Baraki miały niski standard sanitarny, małą liczba ubikacji i wspólne łazienki. Do każdego z mieszkań przynależał ogródek uprawny (250m²). Jako kuriozum można podać fakt, że baraki te były opisywane przez nazistowska propagandę, jako standardem przewyższające polskie osiągnięcia w budownictwie osiedlowym lat międzywojennych.
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"