Ostatni dzień sierpnia...
Wiało momentami konkretnie, na szczęście ze wschodu, mogłem więc udać się w bardziej zalesione rejony, czyli z Dębca przez Luboń, Łęczycę, Puszczykowo, Rogalinek,Rogalin i Świątniki do Mieczewa, gdzie nastąpiła nawrotka i powrót centralnie swoimi śladami. TUTAJ Relive.
Głównie skupiałem się na zabawach z kamerką, która póki co zdecydowanie spełnia oczekiwania. Muszę tylko mocniej podokręcać mocowania, bo sprzęt lekko lata na kierownicy.
Powoli zaczynają już pojawiać się na ziemi oznaki jesieni...


Jest nadzieja, że dożynkowy rolnik z Rogalinka w końcu znalazł żonę. No chyba że to na razie jedynie uczestniczka kastingu :)

W Rogalinie dopadł mnie dość spory, bo kilkunastoosobowy peleton. Nie namyślając się wiele, oczywiście się podeń podłączyłem, korzystając z dobrodziejstwa inwentarza, ale w pewnym momencie, gdy chciałem dobrze, czyli gdzieś się wcisnąć, żeby może dać jakąś zmianę za jakiś czas, włączył się jeden z kolarzy, informując grzecznie, że prowadzi trening, jadą w grupie i... Tu się domyśliłem, żebym się nie wciskał między wódkę a zakąskę :)

Spoko, zrozumiałem, pretensji nie mam :) Team znam z widzenia, z ciekawości poklikałem sobie gdzie trzeba i wiem, że taki wyjazd ma się w płatnym "abonamencie", więc to nie moje miejsce. Chwilę jeszcze potrzymałem koło, w Mieczewie zwolniłem i zawróciłem, dalej jadąc już swoim tempem.
Do pracy znów rowerem (doliczone do dystansu), prowadząc kolejne testy sprzętu nagrywającego.

A skoro jest okazja do muzycznego zakończenia miesiąca, to raz jeszcze umieszczam piosenkę mojego ulubionego poety współczesnej sentymentalnej rzeczywistości, czyli Pablopavo. Tytuł... jak w tytule :)








