Zgniłus
Pełen optymizmu wyjechałem więc lekko po dziewiątej rano i szybko okazało się, że ten cukierek miał może ładne opakowanie, ale w środku aż śmierdzi zgnilizną. Głównie z powodu wiatru, który jak się rozhulał po polach (i nie pił kakao), to robił ze mnie miazgę konkretną. Oj, brakowało drzew, a nawet choćby jakiejś większej ilości zabudowań... Finalny wynik wyszedł w związku z tym strasznie mikry.
Duło ponownie z południowego zachodu, a ja ponownie nie miałem jak wykonać "kondominium", więc ponownie wykonałem trasę z grubsza taką samą jak wczoraj, z jedynie minimalną korektą: Poznań - Luboń - Łęczyca - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Do/u/piewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań.

Chyba gdzieś w okolicach mojej nawrotki szykował się jakiś rajd mtb, bo widziałem sporo samochodów z rowerami na pakach. Ale co, gdzie i jak? Cholera wie.
Potem jeszcze spacer z Kropą po Dębinie...

...gdzie dziś jacyś rekonstruktorzy się zainstalowali. Lepsi oni niż brzuchate gnoje z piórkami na łbach, strzelbami i jakimś defektem w mózgach, każącym im czerpać przyjemność z zabijania.

No i... do pracy :/ A od jutra znów deszcze i znów do roboty, więc może być kiszka z kręceniem.
TUTAJ Relive.








