Rowo-wo
Tak, wróciłem do regularnej bytności w pracy :/ Znów trzeba wstać wcześnie, znów latać z wywieszonym jęzorem, żeby zdążyć z tym, co ważne (rower i pies) i z tym, co jest kompletnie nieistotne dla ludzkości (robota). Ech :/
No to co... Z wyspania się nici, komfort wyjazdu o ósmej rano też nie powala, bo zrobiło się ciepło, ale dopiero pod koniec - jednak i tak te jedenaście stopni można uznać za przyzwoite jak na drugą połowę października. A że wiaterek już na starcie mnie uświadomił, że ostatnie, na co ma ochotę, to mi pomagać, to odpuściłem jakiekolwiek ciśnięcie i spokojnym, spacerowym tempem zrobiłem swoje.
Wciąż duje ze wschodu i południa, stąd wybór trasy: "muminek" z domu przez Dębinę, Starołękę, Krzesiny, Jaryszki, Koninko, Sypniewo, Głuszynę, Babki, Czapury, Wiórek, Sasinowo, Rogalinek, Mosinę, Puszczykowo, Łęczycę i Luboń do domu.
Wciąż warto kręcić nad Wartą. Bo ładnie (póki co).

Do kolekcji miejscowości przyszłościowo odgórnie wyklętych doszło moje ulubione Puszczykowo :) Ta naklejka jak poniżej pojawiła się na wjeździe od strony Mosiny, ale za późno ją przyuważyłem, a hamowanie przed sznurkiem pędzących aut było dość ryzykowne, więc czaiłem się, żeby sprawdzić, czy jest również przy granicy z Łęczycą. Była, więc nawet się poświęciłem, zostawiłem rower w rowie (w sumie odpowiednie miejsce, analizując nazewnictwo) i przeskoczyłem na drugą stronę ulicy w celu sfocenia. Czemu? Bo jutro już pewnie tego tu nie będzie, znając życie :)

A czy to pochwalam? Niekoniecznie, ale jest zabawnie :)








