Lokondominium
Stoi i sapie, dyszy i dmucha... - to mnie.
Przewidującego mieliśmy geniusza Juliana T., że napisał już wiele lat temu wiersz o dzisiejszym rowerowym wypadzie mojej skromnej osoby :)
Było zdecydowanie za ciepło i za lepko. Upałom - jak wiadomo - mówię stanowcze nie, nie i jeszcze raz nie. Podczas jazdy było jeszcze w miarę, w miarę, ale już każde zatrzymanie na światłach i w korkach (dziś o dziwo prym w tym wiodła Mosina, a nie Luboń czy Komorniki) to masakra dla czerepu. A było poniżej trzydziestki na termometrze - co będzie w takim choćby sierpniu, boję się myśleć.
Znalazłem też plusy: wiatr o dziwo czasem współpracował, oczywiście bez przesady. A że wiał z południowego zachodu, to wykonałem swoją ulubioną trasę, czyli " kondominium" w najbardziej klasycznej wersji: Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Dymaczewo - Łódź - Stęszew - Rosnówko - Szreniawa - Komorniki - Poznań.

Jako że podmuch był łaskawszy niż zazwyczaj, skorzystałem: na niewielkiej, ale sympatycznie długiej hopce przy Głogowskiej w Poznaniu rozpędziłem się do lekko ponad 62 km/h. Lubię to.
Aha, dziś ukrop, podobno jutro... kilkanaście stopni. I deszcze. I wichury. Może nie być pokręcone.
A skoro było o "Lokomotwie", to raz jeszcze przypomnę, bo warto :)








