No i przyszła jesień. Trzynaście (!) stopni nad ranem było co prawda bardzo sympatyczne, ale już cholernie mocny i zimny wmordewind - zdecydowanie mniej. Do tego kręcił z każdej strony, byle mi w pysk - czyli w sumie z N, S, W i oczywiście E. Fuj! Gdy ruszyłem, wypatrywałem już spadających liści, ale póki co nie uświadczyłem. Może jednak lekko pospieszyłem się z podejrzeniami o przyspieszoną zmianę pory roku :)
Wykonałem rozszerzonego "muminka", czyli: dom - Lasek Dębiński - Starołęka - Krzesiny - Jaryszki - Koninko - Szczytniki - Kamionki - Daszewice - Czapury - Wiórek - Rogalniek - Mosina - Puszczykowo - Łęczyca - Wiry - Luboń - Poznań. Jechałem nad wyraz ostrożnie, bo już niemal na samym początku, w okolicach Minikowa, jakiś kurrrrr....ier DHL chciał ze mnie zrobić paćkę, a kilka kilometrów dalej starał się dokończyć ową nieudaną misję inny as czterech kółek, tyle że z InPostu. Od tego momentu częściej patrzyłem za siebie i na boki zamiast w kierunku jazdy.
Wynik dzisiejszy - koszmar. Ale już jestem za stary na kopanie się z koniem. To znaczy osłem.
Na Krzesinach kolejny dość drogi stojak rowerowy na DDR-ce uwieczniony. Do tego całkiem praktyczny, bo mobilny :)
A był kiedyś taki film z Tomem Hanksem pt. "Cast Away - poza światem" o rozbitku-pracowniku Fedexu, który trafiając na bezludną wyspę ratuje siebie i paczkę. Bardzo ładny film :)
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"