Udało mi się przed
wyjazdem, a co za tym idzie przed kilkudniową przerwą od kręcenia,
wykonać jeszcze gluta. Misja to była niełatwa, bo żeby zdążyć
musiałem wstać po szóstej (i to rano!), a już gdzieś za
dziesięć siódma siedziałem na siodełku. Dla kogo jak kogo, ale
dla mnie to jak zmiana strefy czasowej, a co za tym idzie wynik był
podobny do wyczynów większości polskich sportowców w Pjongchangu
:)
Grunt, że się
udało. Zrobiłem sobie rundkę ponownie na południowy wschód, z Dębca
przez Hetmańską, Starołękę, Krzesiny, Jaryszki, Koninko,
Głuszynę, znów Starołękę i przez Lasek Dębińsi do domu. O
jakości jazdy niech zaświadczy fakt, że jakaś 1/3 trasy to upojna
Starołęcka w obydwie strony, a reszta to walka z wiaterkiem, który
to gnojek niby się w mieście krył, a na polach pokazał swój
zwyczajowy ryj. No i o tej porze jeszcze mroziło solidnie. Po drodze mijałem miliardy pezetów, którzy korkowali nie tylko Poznań, ale i swoje wsie - w Koninku na przykład widniał na oko kilometrowy sznureczek.
Niniejszym,
niewyspany i z lekkim opóźnieniem, oznajmiam, że pyknęło mi trzy tysiące w tym roku z
małą górką. Do poczytania za parę dni!
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"