Jak w tytule - zima w powietrzu w 100%, choć na szczęście sucha, przynajmniej dziś. Czyli na termometrze zero z malutkim plusem oraz arktyczny wiatr, może niezbyt mocny, ale za to włażący pod każdy por skóry, skutecznie demotywujący. Nawet gdybym miał siły i chęci do walki, to i tak by było z tego niewiele pożytku, bo gnój jak zwykle zmieniał kierunek, skutecznie robiąc ze mnie idiotę na dwóch kółkach :)
Jako dowód na to, że upału nie było, znów cytacik. W Komornikach wyprzedzałem kolarza wyjeżdżającego z osiedla, a potem, gdy stałem na światłach, żeby skręcić w lewo, to ten sam kolega przecisnął się między samochodami i tylko krzyknął, że... zimno. I pojechał prosto. Potwierdziłem :)
Trasa to "kondominium" z Poznania przez Luboń, Komorniki, Stęszew, Dymaczewo, Łódź, Mosinę, Puszczykowo, znów Luboń i do domu. Ta ostatnia wspomniana wiocha, wróć, miasto, mimo weekendu była oczywiście zakorkowana. I coraz bardziej zaczynam być za zakazem handlu w niedzielę, ale tylko dla Lubonia :) Choć z drugiej strony - co ci biedni ludzie by tam robili?
A w ogóle to gdyby nie ten prawie temperaturowy minus w realu, to patrząc na wielkopolskie pola, Jezioro Witobelskie oraz lasy WPN-u w tle, można by sądzić, że mamy pełnię lata.
Komentarze (6)
Żeby nie było - w nocy widziałem śnieg :) Na szczęście stopniał. Ale fakt, że WLKP ma całkiem przyjazny mikroklimat. Prócz wiatru oczywiście :P
Patrząc po raz kolejny na Twe wpisy zaczynam faktycznie żałować wielkopolskich bajtli które sanki mogą w TV pooglądać :P U nas już coraz więcej bałwanów się tworzy :) I tym razem nie mówię o tych kierujących blacho-smrodami ;)
Dobrze, że nie było to "kondominium rosyjsko niemieckie pod żydowskim zarządem powierniczym" ;-) A co do fotki to faktycznie wygląda jak zrobiona latem:)
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"