Na emeryckim kole

Środa, 15 listopada 2017 · Komentarze(7)
Wróciły gorące dni. Siedem stopni na plusie - prawie żałowałem, że ubrałem długi zestaw ciuchów :) W związku z powrotem lata w czystej postaci, udało mi się również wyjechać w miarę wcześnie, czyli... No, wcześniej niż wczoraj. Grubo przed południem w każdym razie :)

Jako że wiało (umiarkowanie) z południowego zachodu, to dostosowując się do podmuchów (oczywiście tylko w teorii) wykonałem z grubsza "kondomika" z wariacjami: Poznań - Luboń - Komorniki - Stęszew - Łódź - Dymaczewo - Mosina - Puszczykowo - Wiry - Luboń - Poznań. Miałem trochę czasu, więc zaliczyłem jeden z ostatnich (a może ostatni?) wjazd na Osową Górę, licząc na jakiś fajny Vmax przy zjeździe, ale wiatr postanowił, że mi się nie należy i w konsekwencji wyszedł tylko jakiś wypierdek.

Ale za to po raz kolejny odniosłem mały życiowy sukces, nie zaliczając gleby na wciąż pełnej liści ścieżce w Łęczycy.

W Stęszewie zdziwiłem się, że jakoś ciężko mi idzie ściganie takiego oto sprzętu:

Nie tyle zaciekawiła mnie jego prędkość podczas jazdy pod wiatr (no bo trening czyni mistrza), zbliżona do tego, co widnieje na znaku, ile fakt braku poruszania nogami. Podczas wyprzedzania potwierdziły się moje "podejrzenia": rower elektryczny. Lekko mi ulżyło - czyli mimo spadku formy na jesień, problem z dogonieniem emeryta nie jest jeszcze u mnie czymś realnym :)

Wpadło dziesięć nadprogramowych kilosów, sam nie wiem kiedy. Jechało się lepiej niż ostatnio, choć do pogodowego ideału (10-15 stopni) sporo brakowało. A ja sobie lekko post factum uświadomiłem, że jakieś trzysta kilometrów temu przekroczyłem 16 000 w tym roku. Ma się ten refleks :)

Komentarze (7)

Tak? :) ja tam nie wiem, nie mam ani jednego, ani drugiego. Zamiast trenażera stoi w domu dodatek do seriali, czyli "rower" stacjonarny. Na trenażer mam zbyt wrażliwych sąsiadów :)

Trollking 22:25 środa, 15 listopada 2017

Zawsze lepszy rower elektryczny, niż trenażer :)

putin 20:54 środa, 15 listopada 2017

Bitels - skoro ktoś lubi... :) A dla starszych osób całkiem ok rozwiązanie. Tylko lekki wstyd nazywać to rowerem :)

Ania - dziękuję :) Rekordu w tym roku nie pobiję, to już wiem, ale swoje zrobiłem. Choć w tym roku wyjątkowo ciężko się kręci.

Trollking 18:33 środa, 15 listopada 2017

A to cwaniaczek noo... Tomku, gratuluję przekroczenia 16 000 km! Pełen szacun :)

anka88 18:21 środa, 15 listopada 2017

Rower elektryczny? Oszustwo, obrzydlistwo, a fe :)

Bitels 17:11 środa, 15 listopada 2017

A bo to nudne tak się wspinać pod jedną górkę :) Wychowałem się w krajobrazach "up and down" dokoła, więc jedna hopka, nawet tak fajna jak na wielkopolskie warunki, średnio mnie nęci :)

Trollking 16:31 środa, 15 listopada 2017

A czemuż "ostatni" uphill na Osową Górę? Ja, gdybym miał masę czasu na rower w roboczych dniach to codziennie robiłbym minimum 2 x Osowa ... :)

JPbike 15:41 środa, 15 listopada 2017
Wpisz cztery pierwsze znaki ze słowa wstaw

Dozwolone znaczniki [b][/b] i [url=http://adres][/url]