Wiatr dziś łaskawie raczył skorygować kierunek i zaczął wiać ze wschodu, przy okazji wzmacniając swoją siłę. Jednak to jeszcze nic, bo podobno po Grzesiu, który już nas nawiedził, do ataku na Polskę szykuje się niejaki orkan Marcin. W związku z tym narzekanie na podmuchy zostawię sobie na przyszłe dni. Póki co wspomnę jedynie, że w połowie drogi byłem najszczęśliwszym człowiekiem w Wielkopolsce, gdy w końcu przestałem z nimi walczyć czołowo, a zacząłem zaledwie z boku :)
Trasę wykonałem tę o kształcie Polski (co widać po przekrzywieniu głowy na filmiku z Relive), czyli przez Lasek Dębiński, Starołękę, Krzesiny, Żerniki, Tulce, Gowarzewo, Siekierki, Kostrzyn, Paczkowo, Stęszew, Antoninek i... To za moment. Najpierw zatrzymałem się jeszcze na chwilę na Ostrowie Tumskim, żeby sfocić bliźniaczkę gnieźnieńskiej katedry, tylko że poznańską i w sumie całkiem inną :) W każdym razie to tu podobno leżą truchełka Mieszków vol. 1 oraz vol. 2, Chrobrego czy Kazia Odnowiciela. Czyli dość zacnie. Obok stoi jeszcze pomnik JPII, zwanego tu przez niektórych w tej wersji jako surfującego papieża. Mi bardziej przypomina Batmana, ale przyznać trzeba, że ma walor rzadko spotykany w naszym kraju - jest dość podobny do pierwowzoru, a nie do jakiegoś gargamela, stawianego na zasadzie kopiuj-wklej po całej Polsce. Ciekawostka - pomysłodawcą jego postawienia był abepe Paetz. TEN Paetz :) Po chwili zadumy (hje hje) ruszyłem dalej, kierując się przez most nad Wartą w kierunku Garbar. Miałem bowiem tam pewną misję poznawczą. Jednak nie miała ona zacząć się od razu, gdyż początek ulicy wyglądał jak zwykle, czyli na czerwono zawsze i wszędzie. Tu jeszcze mnie nie za wiele interesowało. Najciekawsze czekało na końcu - wczoraj bowiem otwarto tam specjalny buspas, który ma służyć: 1. Autobusom. 2. Taksówkom. 3. Karetkom. 4. Rowerzystom. 5. Samochodom, w których prócz kierującego znajdują się jeszcze dwie osoby.
Oto ON. Jak widać, również znad kasku, teoria a praktyka to niekompatybilne pojęcia :) Jeden autobus, jedna taksówka, ja i jeden samochód z pasażerami (ten za mną, na warszawskich blachach) - to pojazdy, które miały prawo być po prawej stronie jezdni. Reszta... Przemilczę. Pokonanie tych 400 metrów zajęło mi prawie 10 minut! Trzeba jednak przyznać, że olewanie - bezczelne lub przez przeoczenie - oznakowania to jedno, ale też należy się mocny pstryczek temu, kto ustawił światła włączające się na maks kilka sekund i zlikwidował jeden pas w kierunku Drogi Dębińskiej. Pozostaje mieć nadzieję, że miasto skoryguje swe błędy, a i zacznie bardziej edukować pojazdy nieuprzywilejowane, bo w tej chwili jest gorzej, niż było. A nastawiałem się na spokojny, szybki przejazd. Oj, naiwny ja...
Komentarze (9)
Oj, szkoda, szkoda... Miasto fajne i chciałoby się częściej, ale.. się nie chce :)
Garbary :) Tam się faktycznie korkuje ciągle, stąd pomysł na uprzywilejowanie wszystkiego, co służy komunikacji publicznej, ekologicznej czy tej służącej nam wszystkim (karetki). Reakcja widoczna na fotach :/
A sajgon w Luboniu to jak stwierdzić, że oddychamy powietrzem. Oczywista oczywistość :)
PodrUż wykonałeś w afekcie, znam i rozumiem :) Zdarza się najgramatyczniejszym :)
Garbary czy tam Grabary (nie pamiętam, jak to się nazywało) pamiętam do dziś, bo jeździłem swego czasu służbowo spalinowozem po Poznaniu. I na rzeczonych Garbarach oczywiście odstałem w korku. Nie znam specyfiki poznańskich ulic, ale oglądam zdjęcia i czuję, że tam się chyba korkuje notorycznie. PS. Podczas tej podruży zaliczyłem również spalinowozem Luboń, TEN Luboń :P I był jakiś sajgon przy maku, ale o tym już chyba pisałem tutaj.
A te ogony na mapie Polski to Hel, czy Turoszów, czy Bieszczady? ;) Co do katedr i pomników, to może poznańska katedra podobna do gnieźnieńskiej, za to papież niemal identyczny jak ten, co z miasta Łodzi pochodzi - kol. Bitels zapewne potwierdzi, bo ma go właściwie vis-a-vis swej pracy! Tylko, że nasz ma jeszcze kijaszek ;) W googlu go można też obejrzeć! No i u nas też są drogAwe wynalazki: Otóż pewien park w centrum dzieli średnio ruchliwa ulica z (niewydzielonym) torowiskiem po środku. Z obu stron parku dochodzą do ulicy pod kątem prostym popularne wśród pieszych i rowerzystów alejki - ta od zachodu prowadzi m.in. do słynnej Manufaktury, czyli centrum wszystkiego, co nie jest Piotrkowską ;) Aż się więc prosi, by były tu pasy dla pieszych i przejazd dla rowerów, bo jak dotąd nie było nic. Taki właśnie projekt przeszedł bodaj w budżecie obywatelskim - a drogowcy zrobili tylko... zebrę dla pieszych. I wytłumaczyli, że przejazdu dla rowerów być nie może, bo to, khemeh, niebezpieczne. Teraz, by być przepisowym, dojeżdżając którąkolwiek z obu alejek do ulicy, należy zsiąść z roweru i go przeprowadzić. Oczywiście wszyscy to będą czynić, masowo, choć krytycznie :D Na szczęście, mimo, że codziennie tamtędy przejeżdżam, nie mam tego problemu, bo jadę jezdnią wzdłuż tejże, a nie alejkami w poprzek jezdni :D Morał jest ponadczasowy i uniwersalny pomiędzy Helem, Turoszowem i nawet Bieszczadami, jak kraj głupi i nie oki: Przyjazna rowerzystom gmina, to ta, która robi jak najmniej!
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"