Jesień przyszła, gluty lecą. Na razie głównie te dystansowe, na inne nadejdzie pewnie jeszcze czas. W każdym razie gdy się dziś obudziłem i zobaczyłem, że niebo jest niepokojąco zachmurzone, taktycznie ponownie zasnąłem i obudziłem się dopiero, gdy krople już odbijały się od okna. Ktoś by mógł powiedzieć, że minęła godzina, a ja w tym czasie mógłbym już kręcić, ale... no nie, nie mogłem. Łóżko miało dziś ogromne, magiczne moce :)
W pracy musiałem być na trzynastą, a padać przestało (choć to nadużycie, bo co chwilę kropiło) trochę po dziesiątej. Byłem już wtedy w miarę przytomny, ruszyłem więc crossem na te trzy dychy żałosnego dystansu. Bo lepszy glut w garści niż... tu pozostawiam pole do manewru i niedopowiedzenie, bo ktoś może akurat je :)
Trasa na zachód, z Dębca przez Plewiska, Gołuski, Gołuchowo, Komorniki, Plewiska do domu. Jak zwykle na chwilę zatrzymałem się na pewnej DDR-ce w Komornikach, a bardziej na wjeździe do niej. Bo gdybym się nie zatrzymał to pewnie bym zarył w to błocko pyskiem :) Poezja. Bez przygód, więc kończę, wybierając resztki kamyczków z zębów :)
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"