Powrót do Poznania, powrót do zawodowych obowiązków, choć też powrót na szosę. Przynajmniej to ostatnie brzmiało atrakcyjnie, ale jak to z teorią - realia okazały się trochę bardziej brutalne :) Co prawda na szczęście już nie padało, jednak nie powiem, żeby póki co warunki były specjalnie komfortowe - ciężkie chmury nie napawały optymizmem, a wiatr... Hm, byłem zahartowany po tym, co działo się nad morzem, ale odczułem zdecydowaną różnicę in minus w odczuwaniu jego podmuchów pomiędzy niby bardziej wietrzną północą a swoimi rejonami - tam przynajmniej osłaniały mnie drzewa, tu już mało co, a w sumie nic, przynajmniej przy opcji na zachód (Poznań - Plewiska - Komorniki - Gołuski - Palędzie - Konarzewo - Trzcielin - Dopiewo - Palędzie - Komorniki - Plewiska - Poznań). Pola, pola i pola. Brr. Wynik więc jest jaki jest, a wcale niełatwo było takiego koszmarka wykręcić.
Wpis krótki, bo jestem zmasakrowany po tych kilku godzinach obcowania z czynnikiem ludzkim. Ja chcę znów na urlop! :)
Fota nieba robiona "z rąsi" oddaje w pełni dzisiejszy całokształt :)
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"