Kolejny dzionek, który musiałem rozpocząć wcześniej (już się lekko od tego odzwyczaiłem) niż ostatnio. Z tym, że słowo "musiałem" jest dość pojemne i zamiast - jak planowałem - ruszyć po ósmej, udało mi się to dopiero pół godziny później. Ale i tak zdążyłem do pracy, czym zasłużyłem na miano amatorskiej wersji Bolta, tylko ciut bielszej i wolniejszej :)
Zimno się zrobiło - po raz pierwszy w drugiej połowie roku założyłem rękawiczki długopalczaste. Wiatr... cóż, może nie będę rozwijał tematu, wystarczy spojrzeć na średnią, która jest, jaka jest, a i tak wymagała ode mnie sporej porcji sapania. Trasę wykonałem dziś w wersji "kondomik", ale odwrotnie, zaczynając po wyjeździe z Dębca od kierunku na Komorniki, potem Szreniawa, Stęszew, Łódź, Dymaczewo, Mosina, Puszczykowo, Luboń (jak zwykle upojnie) i do domu. Zdjęć nie robiłem, ale jakby ktoś miał przemożną chęć na odtworzenie dzisiejszych warunków to należy pójść do jakiegoś marketu typu Tesco, udać się do działu z papierem toaletowym. odnaleźć ten najtańszy z najtańszych, taki szary i twardy, przy którym nawet szanujący się facet może nieświadomie utracić dziewictwo, rozwinąć i już - tak wyglądało dziś niebo :)
Przed Dymaczewem wyminął mnie radiowóz, nawet przepisowo, ale w oczy rzuciły mi się niezapalone światła. Próbowałem podkręcić tempo, dogonić i zaproponować mandacik, ale niestety byłem z góry skazany na porażkę. Szkoda, bo chciałem przy okazji pogratulować nowych standardów pod płaszcz(aki)em dobrej zmiany. No nic, pewnie jeszcze będzie okazja, choć wolałbym w sumie jej nie mieć :)
Jutro ma cały dzień lać, więc zapewne czeka mnie niechciany odpoczynek :/
Komentarze (10)
Huann - jestem, już jestem :) Nie wywiał, tylko deszczowo zatrzymał w domu, a w sumie w pracy :)
Jego horyzonty są z naciskiem na "hory". On po prostu ma świato(p)ogląd niczym syn optyk. Wot, hatakumba. Ale wszak szewc też bez butów chodzi, nie ma się co czepiać ;)
Fakt, on ma te oczka jakieś takie świdrujące inaczej :) Wiesz, kiedyś bliźniaków było dwóch, widocznie jeszcze proces ujednolicania przekierowania myśli trwa :)
Rzecznik Bochenek byłby doskonałym pogodynkiem! Zawsze uśmiechnięty, patrzy na wszelki wypadek tak nie wiadomo za bardzo w którą stronę i jednocześnie płynnie bredzi :D
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"