Musiałem z pewnych powodów wyruszyć dziś stosunkowo wcześnie, bo w okolicach 8:30 rano, a i w domu znaleźć się nie później niż dokładnie dwie godziny później. Udało się, choć łatwo nie było, gdyż szanowni poranni puszkarze wrócili już na swoje wcześniej ustalone pozycje, czyli na ulice, tworząc wcześniej ustalone zatory zwane korkami. A tam, gdzie rowerzyści mają wydzielone ścieżki, tak jak na ulicy Głogowskiej, namiętnie można było podziwiać przody, boki oraz tyły samochodów, które pragnęły to zaparkować, to wjechać na posesje, to pokazać, że użycie mózgu nie zawsze idzie w parze z uprawieniami do kierowania pojazdem. No a już poza miastem czekał na mnie z paskudnym uśmiechem wmordewind, szykujący się, żeby zrobić mi na polnych drogach szkołę przetrwania. Czyli: jesień (prawie) jak to tak? :)
Od jakiegoś czasu mam pozamykane dla ruchu istniejące od rowerowych wieków ścieżki, więc muszę radzić sobie objazdami. Wymyśliłem dzisiaj jeden nowy, ruszając z Dębca przez rozkopane Plewiska, następnie ulicą Kolumba w Komornikach do serwisówek, potem Gołuski, Palędzie, skręt na Konarzewo w Dopiewcu, kółeczko dokoła Trzcielina i Dopiewa, a stamtąd już swoimi śladami. Czekam na kolejne rewolucyjne decyzje o remontach. najlepiej polegające na zamknięciu wszystkich dróg na zachód w jednym terminie. I otwarciu autostrad dla rowerzystów :)
Aha, tak jak napisałem - spieszyłem się. Co otrzymuje w prezencie spieszący się rowerzysta? Tak, szlaban zamknięty centralnie przed pyskiem oraz kilka minut czekania na kolejny skład w tym samym rzucie. Nic nowego :)
Wmordewind ewidentnie coś do Ciebie czuje :) Daj mu jasno do zrozumienia, że w takich kolegach nie gustujesz :) Patyki rzucają rowerzystom na przejazdach jak kłody pod nogi pechowcom, ale poddawać się nie można. Następnym razem dzwoń do stróża, niech poczeka z zamknięciem przejazdu :)
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"