W teorii to jest takie proste... Obczaić w prognozach kierunek wiatru, wybrać trasę tak, żeby pierwszą połowę truł on w ryjek non stop, a wracając mieć sympatyczny powiew w cztery litery i powyżej. W teorii... Praktyka jak wygląda, chyba wiemy. A przynajmniej ja wiem i pisałem o tym wczoraj :) Dziś miałem dokładne kopiuj-wklej. W pewnym momencie człowiekowi załączają się podczas takiej jazdy filozoficzne myśli, sugerujące, że przecież wystarczyłoby po prostu jechać odwrotnie i byłoby zamiast 90% wmordewindu tyle samo wdupowindu, ale jak również wiemy - to też tak nie działa :)
No więc wykonałem dziś swoje, robiąc kółeczko z Dębca przez Plewiska, Dąbrówkę, Palędzie, Dopiewo, Trzcielin, Konarzewo, Chomęcice, Szreniawę, Komorniki i Luboń. Spokojnie, bez spiny, przyjmując karnie wiatr na klatę. Mój brak spiny zwielokrotnił się już zresztą w okolicach ósmego kilometra, gdy znalazłem się w Plewiskach, które zamieniają się powoli w rozpełzający się na całą wieś (to w ogóle jest paradoks, gdyż ma ona ponad 9 tysięcy mieszkańców, a prawa miejskie nadaje się już przy 2 tysiącach) plac budowy, dochodzący już pod drzwi sołtysa :) Niedawno skończono tam remont ulicy Grunwaldzkiej, by po chwili spokoju zacząć remont... ulicy Grunwaldzkiej, tyle że kawałek dalej. Przykładowy obrazek (miałem spooooro czasu, żeby go wykonać): Najlepszy jest system zarządzania ruchem - pojazdy będące do tej pory na podporządkowanej czekają w kolejce dwa razy krócej i są częściej przepuszczane niż te poruszające się główną. W związku z tym w desperacji, zamiast tak jak zazwyczaj końcówkę wykonać również przez tę miejscowość, wybrałem spokojne, bezstresowe stanie w kilometrowych korkach w Komornikach oraz zasyfione jak zwykle przez puszkostan ulice Lubonia. Świat się kończy :)
Czy to wyklucza paradoks, jeśli zwyczajowo prawa miejskie nadaje się od 2 tysięcy plus, a Plewiska są prawie przy górnej granicy największej wioski w PL? :)
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"