Zwłokami byłem ja w momencie, gdy w wolny dzień zwlokłem się z łóżka o siódmej rano, żeby pokręcić przed rodzinnym nalotem prosto z gór. Wykonałem to bez zwłoki, mimo chłodu i głodu, choć zaliczając przed wyjazdem obowiązkową kawę. Teraz za karę zdycham. Jednak jak na zwłoki to całkiem niezły symptom :)
Wykręciłem "kondomika" od Dębca przez Luboń, Puszczykowo, Mosinę, Dymaczewo, Stęszew, Szreniawę i do domu. Wiatr minimalnie osłabł, choć do sympatycznego zefirku sporo mu brakowało. Ale najważniejsze, że wtedy jeszcze nie padało, dzięki czemu udało się wyjechać jedyny słuszny dystans. A przejechanie przez Komorniki bez konieczności czekania w korkach było dla mnie taką nowością, że ledwo się odnalazłem :)
Jutro czeka mnie wczesne śniadanie u Teściowej. Hurra. Następnie zaś jakieś rodzinna objazdówka, więc się nie widzę na rowerze. Za to jeszcze dziś podczas spaceru po Lasku Dębińskim (już w deszczu) "upolowaliśmy" czaplę. I niech ktoś mi powie, że Dębiec nie jest fajnym miejscem do zamieszkania - Dębinka znajduje się kilometr od mojego domu, a otwiera przed człowiekiem inny, przepiękny świat natury, jako kontrast do konsumpcyjnej rzeczywistości kreowanej przez największego szkodnika ziemi, czyli człowieka.
Komentarze (8)
A dziękuję :) uwielbiam ten inny świat w granicach Poznania, 4 km od ścisłego centrum, kilometr od mojego mieszkania :)
Mors - nie, bo leśnicy też czasem muszą mordować zwierzynę. Podziękuję :) choć wizja zamieszkania bez tego obowiązku - nęcąca. Zdjęcie fajne, nie zdjęcia, bo to to drugie robiłem ja, z komórki :)
To akurat wykonanie mojego Ojca, który na "stare" lata odkrył pasję i lata po lasach z aparatem, "polując" na ptaki. Tu ma namiastkę raju, bo w Sudetach z ptactwem jest skromniej :) ja tylko pomagałem podejść obiekt :)
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"