Kolejny rowerowy dzionek wygryziony z gardła pogodowej mendzie, wbrew prognozom. Ostatnio czuję się jak Misiewicz, którego ma nie być, a wyskakuje jak Filip z konopii - to tu, to tam.... Czekam na jakąś wewnętrzną komisję w mojej sprawie :)
Zaprawdę, cud to był, że się udało. Od rana niebo pochmurne i wydawało się, iż ulewa to jedynie kwestia czasu. Jednak gdy do dziewiątej nie nadeszła to postanowiłem zostać bohaterem w swoim fyrtlu i ruszyć. Do tego szosą. Hero to mało powiedziane. Postanowiłem jedynie, że w razie "w" zawrócę i skończy się co najwyżej glutem. O dziwo nie było potrzeby - kropiło delikatnie na trasie, a deszcz pojawił się dokładnie chwilę po tym, jak wylądowałem już w domu. Podejrzane, to, podejrzane... :)
Coś, co się nie zmienia to wiatr. Nie będę się powtarzał, że nie będę się powtarzał, więc jedynie wspomnę, że gnój masakrował jak przez ostatnie kilka miesięcy. Połowę drogi, czyli przez Plewiska, Skórzewo, Zakrzewo i Sierosław do Więckowic, wymęczyłem ze średnią na poziomie 25 km/h (ledwo), natomiast powrót przez Dopiewo, Palędzie, Gołuski i Plewiska to już przyjemność, ale ze sporą dawką bocnzych kuksańców. Finalnie wyszło słabo, ale ważne, że wyszło w ogóle.
Widziałem dziś po raz pierwszy nowe malowanie starych zespołów trakcyjnych spod szyldu "PolRegio". Prezentuje się toto jak cała Dobra Zmiana - niczym zarzygana papuga :) Choć i tak do uroku "tygrysków" sporo brakuje :)
Ale jakie? :) takiej książki nie ma - ale możesz zacząć od "Pod mocnym aniołem" Pilcha, ewentualnie jakieś klasyki fantasy, typu Sapkowski lub Tolkien, bo tam występują knajpy typu "Pod rozbrykanym kucykiem" itp. :) W międzyczasie możesz słuchać ''Pod papugami" Niemena i.... może jakoś to się sklei :)
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"