Wpis na szybko, bo jak tu u mnie zazwyczaj - wolny dzień oznacza brak czasu.
Pogoda ładna. Aż za ładna, bo praktycznie z dnia na dzień dwadzieścia stopni o poranku to dla mnie trochę za dużo - łeb zaczyna mnie boleć przy pełnym słońcu i ogólnie nie jest to klimat dla mnie. Cóż, ale jak zwykle w tym kraju nie może być normalnie - albo rządzi PO, albo PiS, albo jest zima, albo lato. Gnój w 100%, na zapach fiołków nie ma czasu :)
Nie chciało mi się dziś cisnąć - tym bardziej, że pierwsze i ostatnie pięć kilometrów to jazda od Dębca przez Starołękę (i oczywiście odwrotnie), a rozwinąć się można było jedynie na środkowym etapie - przez Wiórek i Rogalinek do Mosiny, gdzie dwukrotnie postanowiłem wjechać sobie w ramach relaksu na Osową Górę. Wróciłem swoimi śladami, tym razem pod wiatr, bo najpierw jechałem pod wiatr :)
Rowerzystów naliczyłem co najmniej ze trzydziestu. Buców tylko dwóch. Całkiem nieźle.
Podsumowanie marca - 1621 kilometrów, sporo szosą, sporo crossem. A jaki był ten miesiąc chyba każdy pamięta - wichry ścigały się z huraganami, więc słabiutką średnią na poziomie 28,3 km/h przyjmuję z pokorą.
Komentarze (2)
Ja się nimi nie przejmuję, za to oni za bardzo przejmują się swoim ego :)
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"