Cudacznie
Jak już wstałem to po śniadaniu i kawie ogarnąłem mieszkanie, co chwilę zerkając z pewną taką nieśmiałością na kałuże, wciąż niezmiennie niepokojone kroplami z nieba. Aż do południa, gdy na chwilę chmury się przerzedziły, co było jak zaproszenie na gratisowe piwo. Czyli nie można nie skorzystać :) Ubrałem się więc ciepło, ogarnąłem crossa i tyle mnie widzieli. Przynajmniej na Dębcu. Postanowiłem w związku z wybranym rowerem dziś trochę potestować, skrzętnie wybierając omijane na co dzień ścieżki. I tak - zaliczyłem kawałek Wartostrady od Piotrowa do Chwaliszewa. Już wiem, że za głupotę się płaci. Odcinek jest niedokończony, więc w pewnym momencie dostałem w pakiecie zestaw: bruk plus błocko. Następnie zachciało mi się ominąć ruchliwą Warszawską, wybierając pseudościeżki bliżej Malty. Moje zęby do teraz mają na mnie focha. Przestałem więc już się dalej bawić i od Antoninka kręciłem normalnie, choć uwalonej średniej już nie miałem szans nadrobić. I w sumie dobrze, bo jechałem sobie na luzie, jak to crossem.
Dokręciłem do Paczkowa, standardowo skręciłem na Siekierki, Gowarzewo i Tulce, a potem Żerniki, Krzesiny i Starołęcką, gdzie jak zwykle spędziłem sporo upojnych chwil na interwałach spod znaku Wańki-Wstańki. Mimo wszystko cudem udało się zaliczyć w tym paskudnym październiku kolejne pięć dyszek, mimo deszczu, który oczywiście w końcu dopadł mnie na trasie, a także mocnych powiewów. Brawo ja.








