Po kolejnym dniu przerwy z powodu deszczu (pro forma - jedynie chomik, 32,5 km, średnia lekko ponad 32) dziś powrót do żywych. Jako że globalne ocieplenie wciąż w akcji to na starcie przywitała mnie temperatura o wartości pięciu stopni na plusie. W takich warunkach cieplutkie łóżko ma niewiarygodną siłę przyciągania, więc gratis miałem trening motywacyjny. Jakoś się udało, choć na pewno pozostały gdzieś głęboko ukryte urazy na psychice, przez które kiedyś w afekcie zjem kiszoną kapustę polaną gorącą czekoladą albo zagłosuję na Jarosława Katyńskiego. Lub dokonam jeszcze jakiejś innej zbrodni :) Fakt faktem, że ocieplało się w oszałamiającym tempie - gdy wróciłem do domu było już ponad osiem stopni. Istne szaleństwo.
Uwaga - wiatr mi dziś nie przeszkadzał... za bardzo! W sumie byłaby szansa na jakiś dobry wynik, ale niestety - najpierw ponad dziesięć kilosów jazdy po mieście (Dębiec - Rataje - Malta - Antoninek), a na końcu zakorkowana Starołęcka zamordowały brutalnie to, co wywalczyłem na "polskiej" trasie przez Swarzędz, Paczkowo, Siekierki, Gowarzewo, Tulce i Krzesiny. Życie. Ważne, że coś tam wykręciłem, bp jutro wyjeżdżam na trzy dni daleko w Polskę i czeka mnie odpoczynek od roweru. Chlip :)
Komentarze (6)
Sądzę, że gdybym był takowym to bym się cieszył. Do pracy bym nie musiał łazić, może tylko roweru by brakowało :)
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"