Krótko, bo wpis na koniec jak zwykle uroczego i pełnego wrażeń (grrrrr) dzionka w pracy.
Po wczorajszym ciężko odchorowanym udupieniem się podczas jazdy zakorkowanym miastem (a przy okazji - wieczorem dowiedziałem się, że to również przez częściowe otwarcie po kilku latach Ronda Kaponiera. Nasi zmyślni kierowcy nie ogarnęli tematu zmiany organizacji ruchu, przez co wpakowali się w nieprzejezdne uliczki jadąc na pamięć. Jak zwykle brawo) wybrałem dziś kierunek zupełnie przeciwny. Pokręciłem na południe, "kondomikiem", od strony Lubonia, Puszczykowa, Mosiny, Dymaczewa, Stęszewa, Komornik do Poznania.
Średnia w końcu ujdzie, na dolnej granicy przyzwoitości, ale potrzebne mi to było po miejskiej rzezi. Głównie dzięki temu, że miałem mało styczności z samochodami, choć na skrzyżowaniu w Komornikach nagle zagłuszyło mi audiobooka miarowe "UMC UMC UMC". Specjalnie nie obracałem się za siebie, dając szansę, że jednak się zaskoczę. Nic z tego. Po chwili wyprzedził mnie - a jak - łysy dżentelmen w czarnym BMW :)
Komentarze (3)
Oj tam, oj tam... Można po ludzku i autem innej marki... :)
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"