Prawdopodobnie ostatni w tym tygodniu wolny weekendowy dzień obiecałem sobie i Żonie spędzić leniwie. Oczywiście nie było opcji pominięcia roweru. No bo bez przesady :) Jednak wyjechałem wyjątkowo późno, bo dopiero pół godziny po dwunastej, co jak na moje standardy jest szaleństwem nad szaleństwa. Wiem, to się nazywa hardkorowe życie :)
Oczywiście było to błędem, gdyż zrobiło się już gorąco, co zawsze oznacza dla mnie mentalny i fizyczny problem. Nie było dziś inaczej, tym bardziej, że - tu nie będzie zaskoczenia - znów swoje zrobił wiatr. Nudne jest powtarzanie się, ale bez ściemniania miałem mocny powiew w pysk przez 90% trasy "kondomikowej" (Poznań - Komorniki - Stęszew - Łódź - Mosina - Puszczykowo - Luboń - Poznań), nawet wtedy kiedy flagi pokazywały, że mi pomaga. Mam swoją teorię na ten temat, bo niektórym dziś wiało tylko w plecy, ale niczego nie udowodnię, chciałbym tylko znać numer konta pod którym można sobie załatwić taki przywilej. Mogę nawet dać łap... mogę podać łapę.
Finalnie dojechałem dziś w tempie tragicznym. Inna sprawa, że nogi i tak mam ostatnio ciężkie jak cholera, a wczorajsza mordęga crossem nie pozostała bez wpływu na kondycję. Starość nie radość :)
Aha, tym razem udało mi się nie przegapić kolejnego tysiaka w tym roku. Dziewiąty mi pyknął.
Już tak źle nie jest... pamiętam, że w latach dziewięćdziesiątych przyjaciel naszej rodziny chodził z workiem po Jeleniej Górze i zbierał śmieci w mieście, po lasach... wszyscy patrzyli na niego jak na freaka, a on po prostu po pobycie w Holandii zobaczył, że można i warto dać przykład. Teraz już raczej to nie szokuje.
Zachowanie jak najbardziej pochwalam :)
A że jestem aspołeczny w negatywnym sensie to fakt, bo ostatnio nie mogę już patrzeć na ludzi, którzy w większości są roszczeniowi, prezentują sobą poziom rynsztoka, a oczekują od osoby z nimi rozmawiającej zrozumienia dla każdego swojego wydumanego problemu. Kryzys międzyludzki do mnie przylazł, na szczęście tylko na gruncie zawodowym :)
Ja też bywam, np. sprzątam przystanek bliski mojej posesji, a w pracy troskam się o marnotrawstwo wody, prądu i paliwa, co budzi oczywiście powszechną wesołość bądź zdumienie ("co się przejmujesz? Ty za to płacisz?"). Te proste, malutkie przykłady to doskonałe symptomy choroby całego społeczeństwa. My nigdy nie dogonimy Zachodu. ;]
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"