MżawkoDeszczoGlut
Środa, 4 maja 2016
· Komentarze(0)
Co tu dużo gadać - przez ostatnie dni było za pięknie, żeby tak miało zostać na dłużej. Zbyt wiele lat chodzę i jeżdżę po tym łez padole, żeby mieć złudzenia w tym względzie. No i dobrze, bo gdy rano przywitał mnie deszcz to nie doznałem szoku, tylko zrobiłem sobie kawę, usiadłem do kompa i czekałem czy przejdzie zanim będę musiał zbierać się do roboty. Taka buddyjska taktyka przyniosła skutek, bo w w końcu pojawiła się wyrwa w chmurach i mogłem, wciąż ze sporym ryzykiem zmoknięcia, osiodłać crossa i ruszyć na krótkiego gluta. Na więcej czasu nie było.
Dawno nie pisałem o silnym wietrze. Dziś też nie napiszę, żeby się nie denerwować :) Dodam tylko, że nawet zjazdy z górek wymagały pedałowania. Do tego brak opadów - jak to zwykle bywa - najpierw zamienił się w mżawkę, a ostatnie kilometry pokonywałem już stylem dowolnym, w regularnym deszczu oraz kałużach. Kierunek obrałem dostosowany do powiewów - na północny zachód przez Górczyn. Bułgarską i Bukowską do Wysogotowa, w którym miałem plan obadać niedawno zrobioną drogę przy ulicy Batorowskiej prowadzącą od ronda do Skórzewa. Nauczony doświadczeniem najpierw ją zlustrowałem jeszcze w domu na Google Maps pod kątem ewentualnego występowania DDR-ek (nie było, na szczęście) i nie widząc przeszkód wynalazłem tym samym nowy szlak. Do wykorzystania na przyszłość, póki nie zabiorą się za nią podpoznańscy monterzy przeszkód dla rowerzystów, zwanych potocznie ścieżkami.
Po powrocie do domu pralka powitała mnie radosnym otwarciem paszczy.
Dawno nie pisałem o silnym wietrze. Dziś też nie napiszę, żeby się nie denerwować :) Dodam tylko, że nawet zjazdy z górek wymagały pedałowania. Do tego brak opadów - jak to zwykle bywa - najpierw zamienił się w mżawkę, a ostatnie kilometry pokonywałem już stylem dowolnym, w regularnym deszczu oraz kałużach. Kierunek obrałem dostosowany do powiewów - na północny zachód przez Górczyn. Bułgarską i Bukowską do Wysogotowa, w którym miałem plan obadać niedawno zrobioną drogę przy ulicy Batorowskiej prowadzącą od ronda do Skórzewa. Nauczony doświadczeniem najpierw ją zlustrowałem jeszcze w domu na Google Maps pod kątem ewentualnego występowania DDR-ek (nie było, na szczęście) i nie widząc przeszkód wynalazłem tym samym nowy szlak. Do wykorzystania na przyszłość, póki nie zabiorą się za nią podpoznańscy monterzy przeszkód dla rowerzystów, zwanych potocznie ścieżkami.
Po powrocie do domu pralka powitała mnie radosnym otwarciem paszczy.








