Dzień dobry, dziś dzień wolny. To co, odpoczywamy.
Pobudka - godzina szósta, minut dwadzieścia. Żona przed siódmą do pracy, ja na rower. O nim później.
Przed dziewiątą w domu, szybkie ogarnięcie się i na Wildę, pomóc Teściowej przetransportować się do lekarza na Piątkowo. I z powrotem.
W okolicach południa znów w domu. Późne śniadanie i chwila odpoczynku od odpoczynku.
Potem wizyta w mieście i na chwilę do roboty, bo trzeba było jednej rzeczy dopilnować.
W domu (już finalnie) po szesnastej.
Czuję się wypoczęty jak cholera! :)
A sam rower - jak to zimą, łatwo nie było. Mróz, silny wiatr. ranne przymrozki. W końcu mamy koniec kwietnia, prawda? Zrobiłem "kondomik" od strony Lubonia, Puszczykowa do Mosiny, potem Stęszew, Komorniki i Poznań. Spieszyłem się, więc udało mi się w pewnym momencie rozpędzić koło Szacht do równiutkich sześciu dych. Alleluja. A jak, mimo że miażdżyło wiatrem i chłodem, udało się osiągnąć w końcu średnią ponad trzy dychy? Odpowiedź jest prosta - nie mam pojęcia :)
Komentarze (9)
Upały - przybywajcie, normalni ludzie - zdychajcie :)
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"