BACH!
Ruszyłem dziś na południe, bo tak mi kazały powiewy, do Żabna i z powrotem przez Luboń i Mosinę, ale postanowiłem wykonać pewien eksperyment, który z założenia miał mi pomóc w objechaniu znów reaktywowanego remontu przejazdu kolejowego w Mosinie. Istnieje co prawda jeden oficjalny objazd, ale ciągnie się on przez koszmarną (asfalt zmiksowany z kostką, dziurami, piachem i posesjami) ścieżkę prowadzącą do wiochy o nazwie Krosno, gdzie pojawia się skręt w interesującym mnie kierunku. Ostatnio koleżanka z pracy mieszkająca w tych okolicach powiedziała mi, że można ją ominąć, skręcając trochę wcześniej do Krosinka, a potem już fajną, nowo zbudowaną trasą wzdłuż jakiegoś świeżutkiego osiedla trafić do celu. No to próbujemy.
Mina mi zrzedła zaraz po skręcie. Zapomniałem o dwóch rzeczach: koleżanka jeździ na emtebe, a ja jestem w gminie Mosina, w której pojęcie "ruch rowerowy" oznacza "udupić rowerzystów". Kilka fotek z polski z w pigułce.
BACH!

BACH!

BACH!

I tak, żeby ominąć gównianą ścieżkę rowerową trafiłem na gównianą ścieżkę rowerową. Co prawda kostka aż taka zła tu nie była, ale do teraz boli mnie tyłek od krawężników, błędnik mi oszalał od przejeżdżania z jednej na drugą stronę drogi, a od znaków zakazu jazdy rowerem (myślę, że w sumie można by go wkomponować w polskie godło, będzie idealnie) mam biało-czerwono we łbie. No ale co mogę zrobić? Chce się człowiekowi kręcić to cierpienie jest gratis. Trzeciej wersji objazdu nie znam, chyba że przez Berlin :)








