Dziś po raz kolejny deszcz chciał mnie wykiwać. Nie ze mną te numery, Brunner! Do tematu bowiem podszedłem taktycznie i widząc krople za oknem uśpiłem uwagę gnoja. Dosłownie zresztą, bo przymknąłem oczy na jakąś godzinę, po czym wykorzystując chwilę zmęczenia wyżej wymienionego po szybkiej kawce znalazłem moment, gdy już nie padało i jeszcze nie padało. Czasu było niewiele, bo z rzeczy zupełnie niepotrzebnych w życiu czekała mnie jeszcze praca. Wybór roweru: oczywiście cross i glut w planach.
Trasa to niemal kopia niedzielnego glutowania - niełatwe wydostanie się z Dębca (bo znów na trzy tygodnie mam pod domem wahadło), Górczyn, Bułgarską koło Lecha, wyjazd na Bukowską koło Ławicy, w Wysogotowie zakręt na Skórzewo oraz powrót przez Plewiska. Ubabrany w błocie, mokry, z piaskiem w zębach - lubię wiosnę :)
W związku z wybraniem bardziej odpornego na polskie realia roweru stała się rzecz rzadko spotykana, bo sumiennie zaliczyłem wszystkie DDR-ki. Było to widocznie szokiem dla ludzkości, gdyż nawet gdy ktoś zajechał mi nieopatrznie pas lub przejazd to grzecznie się cofał i przepuszczał, dostając ode mnie podziękowania. Dzień cudów normalnie.
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"