Rano lekko padało, było zimno, wietrznie i generalnie paskudnie. W żadnym wypadku pogoda na szosę.
No więc ruszyłem szosą :)
Jechałem bardzo ostrożnie, badając nowy napęd i testując przełożenia - jest git. Lubię jeździć twardo i po zmianie mam wrażenie, że mam więcej możliwości w tym względzie. Ale postanowiłem już sobie, że nie będę katował jednej zębatki, tylko do sprawy podejdę z mózgiem. Tak się bawiłem, kombinowałem, padać przestało, ale rozpędzić się nie mogłem, bo ślisko, a na jednym z przejazdów kolejowych po raz kolejny zatańczyłem na torowisku, na szczęście bez konsekwencji.
Wiatr mnie wymęczył, bo miałem wrażenie, że był ciągle boczny, więc ze średnią nie zaszalałem, ale nie o to dziś chodziło. Na trasie Poznań - Mosina - Rogalin - Radzewice i powrót przez Wiórek zakwitło dziś od rowerzystów. Było ich w sumie pięciu :) Do tego jakieś takie twarze zacięte, skupione na walce, uśmiechu nie odnotowałem żadnego. Kocham tę wrodzoną polską uprzejmość :)
Komentarze (15)
Za wszystkim (bo jeszcze parę pierdółek nabyłem) wyszło około czterech stów. To budżet zaplanowany wcześniej, więc wziąłem na klatę. Podobno dotychczasową korbę mogę opchnąć jeszcze na allegro za przyzwoitą cenę, ale wolę zostawić, może się przyda.
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"