Siły
militarne i sprzęt ciężki w postaci crossa skierowałem dziś dla
odmiany na zachód, bo w końcu podmuch dał mi odpocząć od rejonów
na wschód od Poznania, za co jestem mu niezmiernie wdzięczny.
Powoli zacząłem już się przyzwyczajać do wygody pod czterema
literami, rozkładu rąk godnego średniej wielkości goryla i
ciężaru słonia, ale do toczenia się szerokich kół już średnio.
Kiedyś musiałem na szybko nabyć przednią oponę, a jedyna
dostępna była gruba jak amerykański bachor z Teksasu, więc tak od jakiegoś roku się na niej katuję, nie mając motywacji do zmiany. No bo w końcu w zimie może się przydać.
Pojechałem dziś bez kombinowania w tę i z powrotem przez Skórzewo oraz Dąbrowę do Drwęsy i kawałek dalej, do Kalw. Jechało się fajnie, spokojnie i bez spiny na średnią, z audiobookiem w mrocznej scenerii mżawki. I za to lubię te crossowe katusze.
Komentarze (2)
No tak, kawałek dalej i byłbym u Ciebie :) zresztą, w tym roku byłem, tylko nie słyszałem fanfar od władz miasta :)
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"