Wczoraj rano padało, więc jedyne co zrobiłem w temacie aktywności rowerowej to zaniesienie szosy z duszą na manetce przed pracą do serwisu. Części mają podobno być dzisiaj, ale kiedy odbiorę sprzęt pojęcia nie mam, bo na weekend wyjeżdżam, więc pewnie dopiero w następnym tygodniu. Póki co pozostał mi do dyspozycji cross, który też ma, o czym się dziś przekonałem, lekko zdezelowaną kasetę, ale chyba jakoś do końca zimy na nim się pokulam.
W sumie fajnie jest wrócić do jazdy czymś, co ma w sobie urok i grację średniej wielkości czołgu, po roku głównie na szosówce robi to niesamowite wrażenie. Także na naszych drogowych zapuszkowanych pupilkach - dziś dźwięk klaksonu pełnego kompleksów usłyszałem już na trzecim kilometrze, na Drodze Dębińskiej - oczywiście w temacie DDR-a znajdującego się po jej drugiej stronie. Nastrój od razu mi się poprawił, puszkowy bezmózg otrzymał krótką instrukcję co musi zrobić jeśli nie załatwił rano podstawowych potrzeb fizjologicznych. Potem niestety jazda przez miasto to już tragedia, zaliczyłem m.in. przy stacji Poznań Wschód postój na przejeździe - żeby nie było za szybko to pooglądałem sobie aż trzy składy. Po wyjeździe poza metropolię było już lepiej, ale biorąc pod uwagę, że 25 kilometrów zaliczyłem po Poznaniu to uszczerbki na mojej psychice pojawiły się znaczne.
Średnia - średnia. Crossowa :)
Komentarze (2)
Oj nie, tym razem postanowiłem zdecydowanie zwerbalizować apel, żadnych palców w to nie mieszałem :) ale może przemilczę co zawarłem w wyrażeniu "podstawowe potrzeby fizjologiczne" :)
A co do starych rowerów - to raz, że umierają od nieużywania, dwa - części niszczą się z tego co zauważyłem bardziej jak są rok nieaktywne niż rok aktywne. Taki paradoks :) a ciężar - powiem Ci, że mój biceps ma na mnie focha za to, że z drugiego piętra od roku znoszę szosę, a nie crossa :P
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"