Wracam do rowerowej regularności, a zawodowo niestety do kieratu. Czyli: wyjazd rano, prysznic i pędem do roboty. Jutro podobno ma padać, więc dziś odpuścić nie mogłem, mimo że wstawało mi się mega ciężko.
Z powodu południowo-wschodniego wiatru mogłem wybrać tylko jedyną dostępną aktualnie trasę, czyli "nochal", która mimo powtarzalności jakoś mi się nie nudzi. Tym bardziej, że o czymś takim jak nuda nie da się napisać w momencie, gdy zaraz za Mosiną natrafia się na watahę powolności, czyli (w kolejności): traktor, TIR, dostawczak, drugi traktor, ja. Wszystko to poruszało się z prędkością maksymalną 30 km/h, więc co chwilę musiałem dawać po hamulcach, wyprzedzić się za cholerę nie dało, więc taka patologiczna grupka dotarła razem do Mieczewa, gdzie w końcu zatrzymałem się, pokazałem jęzor i zawróciłem. Przez całą drogę miałem w uszach nową płytę The Birthday Massacre i to ostatnie słowo idealnie oddawało mój nastrój :)
Powrót już bez tego typu pieszczoszków, udało mi się nadrobić średnią, więc nie marudzę. Trochę mnie tylko przewiało, bo podmuchy dziś znów zrobiły się mocniejsze.
Komentarze (5)
Hehe, jeśli rozumiesz birthday massacre jako pewien syndrom związany z "dniem poprzednim" to chyba każdy miał. Na szczęście u mnie tym razem to tylko nazwa zespołu :) a myszka, no cóż, nie uciekniesz od dubli, już kasuję. A może to Ty za szybko klikasz? :)
Widziałem, widziałem... ale podobno to lubisz, w przeciwieństwie do mnie, więc pewnie aż tak nie narzekasz. Korzystam póki pogoda w miarę dopisuje, oby jak najdłużej. Udanej rehabilitacji życzę :)
WIdzę, że nadal uskuteczniasz pięćdziesiątki. Ja odbudowuje się po przerwie i może jeszcze w tym roku uda się jakąś pięćdziesiątkę wykręcić. Narazie stawiam wolne kroczki... na trenażęrku...
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"