Wiem, wiem, obiecywałem, że nie będzie jowejka.
Ale skoro powierzchnia zwiedzalna Torunia, gdzie zawitaliśmy, skądinąd pięknego miasta,
okazała się mniejsza niż myśleliśmy to nastąpił wcześniejszy powrót, a
mój wzrok kota ze Shreka podczas drogi pozwolił wynegocjować u Żony dwie
godziny warunkowego zwolnienia :)
Ale zanim o rowerze to jeszcze obrazek z Torunia, który najbardziej mi się spodobał, czyli reklama nad jedną z knajp:
A na rower ruszyłem przed piętnastą, czego dawno już nie praktykowałem, szczególnie w niedzielę. Już sobie przypomniałem czemu. Jechałem znów na północ, więc czekały mnie nie tylko opisywane już wielokrotnie przeze mnie światła, w weekend w ogóle nie edytowane na bardziej przejezdne, ale przede wszystkim tłumy niedzielnych miłośników rowerowego pełzania - tu ze szczególnym zwróceniem uwagi na okolice Golęcina, gdzie kilka razy nerwy miałem na postronkach. Jechać po szosie się bałem, bo w weekendy policji i innych "straszy" zawsze jak mrówków - chcąc nie chcąc, oczy mając zwrócone na wszystkie strony świata mijałem po ścieżkach te dziwne, nieprzewidywalne, uzbrojone w skrzypiące pojazdy istoty, przy okazji latając na wystających zewsząd spod asfaltu/kostki korzeniach.
Wiatr dość silny, więc namęczyłem się nieźle, no ale cóż - darowanemu wyjazdowi w zęby się nie zagląda, więc raźno pedałowałem przed siebie, minąłem Suchy Las, Złotniki, a w Chludowie zawinąłem się z powrotem. Ruch wcale niemały jak na niedzielę, więc nie poszalałem, a średnia mieści się w tej miejskiej.
Przy okazji przetestowałem nową kolekcję a'la Lidl, zakupioną cudem kilka dni temu, tym razem opatrzoną w barwy narodowe. Jest postęp, bo spodenki w rozmiarze M pasują, a nawet wydają się za krótkie. Za to koszulka to chyba XXXM, bo jakbym się postarał to bym mógł ją sobie do kolan rozciągnąć. Przez to robi mi się podczas jazdy wirtualny brzuszek, bo marszczy się toto nieziemsko. No ale lepiej mieć taki niż prawdziwy :)
Komentarze (4)
Jak się pospieszysz to może jeszcze gdzieś dostaniesz taki zestaw, niedrogie to i sprawdza się całkiem całkiem. Ja już nie potrafię jeździć w niczym innym jak strój kolarski, nie mam odwrotu :)
Hey fajne barwy - do mojej szosy by mi pasowały "Biało czerwone". Gdybym ja tylko czesto w kolarskiej koszulce jeździł. Na codzień jeżdżę w sysntetycznych t-shirtach Quechua.
Skąd ten brak wiary? :) Koszulka, jak i spodenki, gatunkowo są naprawdę ok, pampers może i papierowy, ale dobrze się sprawdza. Jakbyś miał okazję nie ma się co zastanawiać, przyzwoity strój masz w cenie mniejszej niż markowa koszulka. Też chciałem czarny, ale w moim rozmiarze miałem przed sobą tylko górę, o spodenkach mogłem zapomnieć, więc poszedłem w czerwień. Zawsze jakaś odmiana od ukochanych barw: niebieskiego, czarnego i żółtego :) Toruń nawiedzić warto - choć rowerem nie jest to z tego co widziałem łatwa sprawa - chyba że zapominamy o tym, że po ekspresówkach nie można jeździć, bo sporo tego po drodze. Miasto świetne.
Wiedziałem, że nie wytrzymasz :D Oglądałem tę koszulkę w lidlu i chyba się na nią skuszę, jeśli tylko jeszcze gdzieś ją dostanę :) Choć wolałbym w czarnym kolorze. Spodenki nie wywarły na mnie za dobrego wrażenia, wkładka jakaś papierowa :| Do Torunia mam zamiar się wybrać już od dłuższego czasu, muszę w końcu to zmienić. Może pojadę rowerem spróbować takiego pieczonego stwora, który wisi na tej ścianie. Był w menu?
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"