Oj, ciężko mi się dziś jechało. W nocy kropiło, więc asfalt mokry, z szosą nie chciałem ryzykować. Wiatr miał być dość silny, południowo-zachodni i był... do momentu gdy nie zacząłem zawracać. Wtedy w magiczny sposób stał się północny, znormalniał dopiero gdzieś na 40-tym kilometrze (oczywiście jego siła pozostawała bez zmian), więc w sumie 4/5 trasy to walka z nim, krwawa, choć bez ofiar. Może i dobrze, zaprocentuje to jak sądzę na wiosnę.
Trening bez historii, z masakrycznie słabą średnią, wykonany na szybcika przed pracą. Tak, tak. Dwa dni wolnego to i tak był luksus :)
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"