No to jak nigdy święta minęły nam wybitnie na sportowo. Tradycyjna stówka w dwa dni może nie powala, ale jeśli weźmiemy pod uwagę, że to grudzień to nie ma co narzekać.
Praktycznie udało mi się dziś dobić do 13 tysięcy kilometrów, co jak na rok, który zaczął się od czteromiesięcznej zimy jest wynikiem co najmniej, biorąc rzecz subiektywnie, przyzwoitym.
Dziś trasa z mojego ulubionego gatunku "gdziekolwiek, byle z powrotem": Poznań - Krzesiny - Tulce - Siekierki, z trasą zmienną jeśli chodzi o kierunek, przez co znów sam skazałem się na boczny wiatr. Ale jak już sobie zawracałem to na twarzy miałem dorodnego banana - takich grudni jak ten życzę sobie już zawsze, nawet jeśli to przez globalne ocieplenie to już je polubiłem :)
Komentarze (3)
Dzięki Panowie :) Księgowy - piona również, łatwo nie było w tym roku, ale daliśmy radę, gratulacje!
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"