Poznań - Rogalin - Radzewice. Poranne świąteczne pustki i pełny brzuch
Takie święta to ja rozumiem! Po wczorajszym obżarstwie (i nie ma co ukrywać, lekkim "doprocentowaniu") udało mi się zwlec z łóżeczka na tyle wcześnie, żeby już o 9:30 być w trasie. Pogoda fajna, do wyruszenia wcześniej zmotywował mnie m.in. wiatr, który miał narastać oraz wynegocjowane z Żoną dwie świąteczne godziny, pod warunkiem, że nie będę one w środku dnia. Więc ruszyłem, wiaterek się faktycznie wzmagał, ale nie narzekałem - w końcu znów byłem na trasie, nie padało, a drugi puściutkie - nawet nie wypełźli jeszcze inni rowerzyści, prócz oczywiście niezmordowanych babć i dziadków kursujących, dzień czy noc, śnieg czy deszcz, od monopolowego do spożywczego. To jest fenomen godny co najmniej pracy doktorskiej.
O samej jeździe nie ma co się rozpisywać - stała trasa, wiaterek był głównie boczny, więc nie mogłem się dobrze rozpędzić i zrobić dobrej średniej, nawet wracając swoimi śladami. Za to w mym sercu pozostanie widok pustej ulicy Starołęckiej - myślałem, że prędzej zobaczę Yeti niż przejadę tam bez zatrzymywania. A tu proszę, cuda cuda... :)








